
Czasami, gdy czytam jakieś modowe artykuły, łapię się za głowę. Jestem w stanie zrozumieć wszystkie 'hity sezonu', 'must haves' i tym podobne, dopuszczam do wiadomości informacje o bojach toczonych na salach sądowych o kolor podeszwy, nie szokują mnie sesje zdjęciowe w dżungli, ani pokazy mody w 3D. Ale jak już słyszę o hipsterach, którzy przeczą właściwej idei hipsterstwa, brakuje mi cierpliwości i zastanawiam się, kto to wymyślił. Dzisiaj porozmawiamy więc o normcorze.
Przyznajmy się przed sobą - każdy ma w sobie coś z hipstera. Kiedy we wczesnych latach gimnazjum gdzieś usłyszałam to pojęcie, przedstawione było jako ludzie ubierający się w stare, powyciągane ubrania, niezbyt zaprzyjaźnieni z mydłem i prysznicem. Nie wnikam w źródło, z którego korzystałam, wystarczyło, bym nie przywiązywała zbytniej uwagi do tego pojęcia. Z czasem coraz częściej buty uwielbiane przez moich rówieśników został określane 'hipsterskimi', potem drogie sygnowane bluzy, by w końcu wszystkie dodatki wyróżniające się w jakikolwiek sposób z tłumu doznały zaszczytu tegoż miana. Zdarza się, że i mnie ktoś tak nazywał - a bo lubię kawę ze Starbucksa, a bo ubieram się inaczej niż inni. Nie odbierałam tego słowa negatywnie, zapewne przez moje ogólne uwielbienie do wszelkiej różnorodności, udziwnionych przedmiotów i kreatywności.
Jak jednak widać, bycie odmiennym już się prawdziwym hipsterom znudziło, dziennikarze i redaktorzy zainteresowali się tematem i... powstał normcore. Krótko mówiąc, teraz najbardziej hipsterskie jest bycie zwyczajną, niewyróżniającą się jednostką, uznającą w swojej szafie jedynie proste jeansy, przyduże białe podkoszulki i New Blance'y (dlaczego moje ukochane buty zostały zakwalifikowane do tej, nazwijmy to, subkultury? Nadal zadaję sobie to pytanie). Jako wyznacznik stylu ma posłużyć nam Steve Jobs, nieżyjący już założyciel koncernu Apple, słynący ze swojego luźnego podejścia do ubioru i generalnej ignorancji w tej dziedzinie. Pewnie zastanawiacie się dlaczego piszę to pod zdjęciami wyjątkowo niereprezentatywnymi, ubrana w zwyczajne spodnie, sweter i trampki? Ostatnio zrobiło się na prawdę chłodno, większość dnia spędzałam w szkole i zawieszona pomiędzy stanem jesiennej grypy, a depresji, był to jedyny zestaw, który byłam w stanie po omacku wyciągnąć z szafy. Jednak nawet w takiej sytuacji nie dorównuję normcorom (nie wnikam w etymologię tego słowa, które przed sekundą sama wymyśliłam. Powiedzmy, że istnieje). Ciepły sweter jest we wzorki, banany rujnują jednolite plamy barwne, zieleń trampków trochę za bardzo się odróżnia. To jestem ja, w zwykły dzień, który zdarzy się raz na jakiś czas, w przerwie od ulubionych butów na obcasie, sukienek i naszyjników. Ale nie mogę pojąć, jak osoby, które niekoniecznie dobrze czują się w prostych rzeczach (ja odczuwam dziwny dyskomfort, więc zawsze, nawet tutaj, muszę dorzucić jakiś wzorzysty element) stylizują się na ignorantów... bo moda? Moda ma właśnie uczyć nas odnajdywania samych siebie w ubiorze, służyć za drogę komunikacji niewerbalnej, a nie stanowić ograniczenie. Nie dotyczy to oczywiście osób z natury określających się "minimalistami" - jakkolwiek ja duszę się zamknięta w ramach bieli, czerni i najprostszych krojem Tshirtów, lubię patrzeć na kobiety zawsze eleganckie, schludne i ubrane w sposób niewymuszony. Śmiałam się ostatnio do kolegi twierdzącego, że moda za nic go nie obchodzi i nie ma zamiaru marnować swojego czasu (który przecież można spożytkować uprawiając sport, czytając książki, grając w gry i robiąc inne, według niego, bardziej wartościowe rzeczy) (z czym absolutnie nie polemizuję - każdy interesuje się czymś innym i nie ma obowiązku śledzić modowych nowinek) na dobieranie ubrań. Żebyście zobaczyli jego minę, gdy na wpół dusząc się, na wpół śmiejąc do rozpuku poinformowałam go, że niedługo będzie należał do największych hipsterów, bo teraz upodobali oni sobie, podobną do niego, ignorancję! Bezcenne :)
Podsumowując: nie dajmy się zwariować. Ignorancja, minimalizm, czy stroje pełne cekinów i brokatu - musimy czuć się w tym komfortowo i nie zatracać samych siebie. Powinniśmy o tym pamiętać czytając kolejny artykuł w śliskiej gazecie drukowanej na utwardzonym papierze i opatrzonej w przerobione w Photoshopie zdjęcia.
Podsumowując: nie dajmy się zwariować. Ignorancja, minimalizm, czy stroje pełne cekinów i brokatu - musimy czuć się w tym komfortowo i nie zatracać samych siebie. Powinniśmy o tym pamiętać czytając kolejny artykuł w śliskiej gazecie drukowanej na utwardzonym papierze i opatrzonej w przerobione w Photoshopie zdjęcia.



(ph. Ania Dalidutko, wearing: vintage jacket, sh sweater, Converse shoes, Zara pants, H&M bag)









