
Ostatnio mówiłam Wam, że nie jestem zbyt wielką fanką czerni (tutaj), ale co z bielą? Przewija się ona na blogu aż nazbyt często, co jednoznacznie wskazuje na moją miłość do najczyściejszej z barw, szczególnie w wersji 'total look'. Ponoć sukienki są niewygodne, moim zdaniem jest odwrotnie - noszę je na zmianę ze spódnicami, we wszystkich możliwych krojach i wzorach, pewnie też dlatego, że lubię trzymać się zasady 'każdy dzień jest na tyle wyjątkowy, by zadbać o równie wyjątkowy ubiór'. Dobra, to zabrzmiało jak z dziennika porad dla pań 50+, dodam więc tylko, że zrosłam się ostatnio z okularami typu 'kocie oczy' i New Balance'ami (w wersji do sukienki wyglądają najlepiej!) i uciekam do czytania książek z listy 'Kiedyś się za Was zabiorę'!
I told you last time that black isn't exacly my cup of tea, but what about white? I totally love this clear kinda shade, especially when we're talking about total looks. Dresses are my love and since a long time I would wear them every day, all the types and patterns, propably just because I find them both comfortable and classy. But when I have to stroll in town every day, running from bus to school, from school to extracurricular classes and then go home or meet my friends I often decide to leave my beloved high heels at home and just wear New Balance sneakers, which are like the comfiest shoes ever. I also became addicted to those cat-eye sunglasses, they add a glamour touch to my daily outfits. How do you like it?

ph. Anja, wearing: De Facto dress, sh sweater underneath, New Balance shoes, Monarri bag