7/05/2015

Sunflowers on my skirt because the sun is up

So I don't really know where to start from but well... London's been so hot these days that all the people went crazy, they even closed the tube and I was like the happiest person ever (it's summer you folks, it's supposed to be warm! )and I had an occasion to finally use my fave short skirts and sunglasses. We took those pictures near the place we stayed for a night after moving out in the middle of the night (hello there London stories!) because of being cheated, like for the thousand time since our arrival in the UK. It sometimes feels weird to even think for a sec about being back home and knowing everyone and every place and feeling familiar with prices at the shops (like, seriously, how much can you even pay for a youghurt?) but then I kinda want to continue the hectic life of a citizen. And even if it means having hummus sandwich for dinner everyday and working at the weekends, I'm quite fine. There's so much to be dicovered here that I don't even have time to sleep. I'm just taking pictures, meeting strangers and watching the girls with Chanel bags (for whom I react like the most stupid way possible, cheers to the lady who helped me with finding a bus stop the other day, I've almost touched my dreamed Chanel Boy(friend) hanks to you, lol).






(wearing: H&M skirt, zara skirt, Pimkie shoes)

7/01/2015

Comfy streets of London

I have so many new pictures and movies to be published but since in this city you can never know where you're going to sleep the next night, if the job you enjoy so much will be stil yours in two day's time or who you'll share your bed with - I sometimes tend to sit at the park and try not to think. And then I smile, look at all those vivid personalities everywhere and I know it's just how it is. You need to survive somehow. Propably that's why I constantly wear that banana printed bag (as my friend said London is just like a jungle, with all those angry lions trying to cheat you and monkeys laughing too loudly on a tube), which, by the way, becomes as famous as it is back home, in my city (cheers to all the people on the street telling me how nice it is, OF COURSE I KNOW THAT #LEL). But, to be totally honest, I never ever regreted the decision of coming here. I feel like I fit here somehow. And in terms of fashion choices, I do wear flat shoes every single day (since I try not to waste money on public transport, which is, indeed, really expensive, and walk many miles a day) and try to use my little warderobe which I brought here with me as well as possible. 

Mam tyle zdjęć i filmów czekających na publikację, a mimo wszystko ciężko jest mi znaleźć chwilę (albo dwie) na nowy wpis. Ciężko szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że w tym mieście nigdy do końca nie wiadomo, gdzie będzie się spało kolejnej nocy, czy praca, której jest się pewnym nagle nie okaże się kompletnym fiaskiem, a uśmiechnięta koleżanka nie spróbuje cię wykorzystać. Dlatego chyba nie rozstaję się z moją nieśmiertelną torbą w banany - to zdecydowanie najlepiej wydane dwadzieścia złotych w moim życiu - jak określiła moja przyjaciółka, "Londyn to dżungla. I to taka tropikalna, z lwami czającymi się na każdym rogu i niezbyt mądrymi małpkami, śmiejącymi się za głośno w miejscach publicznych". Mimo wszystko, każde nowe doświadczenie wydaje się być bezcennym, a atmosfera ulic inspirująca. Szczególnie do noszenia adidasów codziennie, także jeśli w ramach biletowej oszczędności (a uwierzcie mi - komunikacja miejska, a raczej jej ceny, są przerażające) decyduje się na kilku(nasto) kilometrowe dzienne spacery. 



(wearing: H&M necklaces, vintage turtleneck, New Look jeans, Pimkie shoes)

6/24/2015

White&Silver in Shoreditch

My first outfit straight from London! We shot those pictures while looking for an apartament to move in (just before a lady, when being asked to show us the way there, warned us not to live there as it's quite dangerous especially when it's dark). I'm so in Love with british architecture that I just cannot walk around without any pictures taken (what you've propably already sen on my Instagram account which is nowadays like London buildings, coffe, buildings. And buildings). I've been here only for a week now but I already feel at home (except from people, I mean, missing you mum!), got everything necessery done quite quickly (and there's A LOT to do when you decide to move out just like that and you don't have any documents letting you work, be paid etc.). And in terms of my style, because of the fact I had to commute quite much these days I had a chance to read a book I'm just preparing a blogpost about - Joanna Glogaza's great position about slow fashion. What I can mention straight away is I was thinking about defining myself by my warderobe, which propably would be ideal, just because I own literally every possible type of clothes. But when it comes to colours, I've always been a fan of white, a total contrast to so-called timeless black (which I rather do not fancy), still pure and simple, but more fresh. So in London I've been wearing this coat, like, everyday. It's just so lond-ish to wear a baggy trench coat, it matches to anything I choose to wear & it is light and doesn't make me sweat in the London tube. I always try to add something more fancy so those silver shorts are like the best purchase of this summer, especially because they're Mohito ones (in case you didn't know - it's a polish brand and since few seasons I'm so proud of their new ideas and collections, I mean, I could wear 70% of it, which is awesome!).

Moje pierwsze zdjęcia z Londynu! Zrobiliśmy je w dzielnicy Shoreditch, szukając mieszkania (zaraz przed tym jak jakaś pani przestrzegła nas, żeby lepiej się tu nie osiedlać jeśli chcemy wychodzić po zmroku bez oręża bardziej skutecznego niż obcas buta). Chociaż jestem tutaj dopiero od niecałego tygodnia, a czuję się już zadomowiona, pomijając jedynie natłok papierkowej pracy i organizacji, która jest nieunikniona jeśli decyduje się, ot tak, wyjechać za granicę i poudawać mieszkańca metropolii. To pewnie tylko świadczy o tym, że dobrze wybrałam miejsce. Jeśli chodzi o ubrania, to co mam na sobie na zdjęciach mogę chyba nazwać moim londyńskim mundurkiem - uwielbiam ten luźny płaszcz (kupiony za 40 zł na wyprzedaży rok temu) i pasuje mi dosłownie do wszystkiego, a co więcej kojarzy mi się z Burberry i typowo londyńskim trenczem (niezwykle przydatnym na deszcz). Biel zawsze była jednym z moich ulubionych kolorów, ale pod wpływem lektury książki Asi Glogazy (autorki bloga Styledigger, o której więcej w kolejnym artykule) zaczęłam zastanawiać się nad swoimi preferencjami i tym, co jest faktycznie potrzebne do funkcjonowania mojej garderoby. A biel, jako idealny kontrast dla określanej jako podstawowa czerni (której staram się nie nosić) jest zdecydowanie jej bazą. Dla urozmaicenia zawsze dodaję jakieś ciekawe detale, jak np. nowy zakup roku, czyli srebrne spodenki z Mohito (którzy, od kilku sezonów, pozytywnie zaskakują mnie nowymi kolekcjami, a zważywszy na fakt, że jest to polska marka, jestem jeszcze bardziej dumna)




(wearing: Mohito shorts, DeeZee shoes, Zara shirt, Mohito sunglasses)