10/19/2014

Harper's Bazaar collections

Nigdy nie zapomnę tych podstawówkowych momentów,  kiedy czekając na jakieś zajęcia siadałam na podłodze w Empiku i, wcale niedyskretnie, czytałam Vogue. Może i rozumiałam z tego niewiele, może byłam dzieckiem zagubionym w wielkim świecie wyobraźni i od tego czasu przybyło mi nieco wiedzy i obycia, ale i tak gazety modowe zawsze mnie przyciągają i ciekawią.

Vogue'a nie kupuję ze względu na polski przelicznik cenowy. Uwielbiam natomiast gromadzić wydania z różnych krajów jako pamiątki - znajomi zamiast pocztówek przywożą mi czasopisma,  a ja z wielkim namaszczeniem przystępuję do lektury. Owszem, obecnie gazety te składają się z niezbyt ambitbych tekstów i głównie obrazków (aczkolwiek Harper's Bazaar zawsze zachwyca mnie konkretnymi artykułami odnoszącymi się nie tylko do mody samej w sobie, ale także do artyzmu rozumianego jako obrazy, filmy, muzyka, ciekawi twórcy). Jest jednak jedna seria Vogue'a którą warto byłoby mieć co pół roku. Vogue Collections to synteza każdego sezonu, gruba księga (o stosownie wysokiej liczbie dolarów, które musimy zapłacić by mieć go na półce) zawierająca sylwetki ze wszystkich pokazów na nadchodzący sezon. Jest to o tyle świetne,  że w jednym miejscu czytelnik widzi wszystko co lansowane i noszone będzie przez najbliższe pół roku. Jakkolwiek bardzo podoba mi się ten zamysł,  150 zł za gazetę zawsze skutecznie zachęcało mnie do samodzielnego przeglądania pokazów w sieci. Aż nasze rodzime HB wyszło z inicjatywą,  której na polskim rynku brakowało.

Harper's Bazaar to najczęściej polecany przeze mnie polski magazyn (zawsze tak Wam odpisuję na wiadomości,  aczkolwiek jeśli chodzi o sesje zdjęciowe to ELLE przoduje), także dlatego, że bardzo interesują mnie też tematy około-modowi-artystyczne a jak pisałam wyżej,  tam je zawsze znajdziemy. Kiedy zobaczyłam zapowiedź Harper's Bazaar Collections wiedziałam,  że będę zadowolona. Cena w porównaniu do zagranicznego Vogue to jak kopertówka z H&M i Chanelka - kilka razy mniejsza. A zawartość,  chociaż nie tak efektowna jak w przypadku Vogue (ważącego tyle ile spora cegła,  albo i dwie) jest dokładnie wyselekcjonowana. Nie są to jedynie zdjęcia z pokazów,  z których przeciętny czytelnik niewiele wywnioskuje, a zebrane ważniejsze nowości,  zestawione trendy, wydarzenia którymi żył modowy świat podczas Fashion Weeków, modelki, które szły w największej ilości pokazów, najlepsze makijaże, fryzury, premiery perfum, wywiady z fotografami, ludźmi bezpośrednio uczestniczącymi w FW, wreszcie najważniejsze - sylwetki z wybiegów z każdej z czterech stolic mody, a na koniec ujęcia streetstyle. Słowem, wszystko co najważniejsze przez najbliższy czas. Jeśli nie chcecie co miesiąc kupować czasopism, a ciekawią Was nowinki i trendy - to świetnie zsyntezowana i dobrze podana wiedza dla Was! :)

10/17/2014

Gold leaves

Try as I might, I tend to be dying of excitement about the autumn these days. I know, I know I shouldn't be rambling about the weather here but this is quite strange of me. You all may have read before how much I do hate the end of summer. I just feel like watching movies and lounging in my bed all day long when I have the school and many other commitments on the horizon. But this year I got super duper elated in the moment I saw the leaves turning orange. Say hi to the long evenings in my cosy bedroom, spent in the lit candles companion!

I felt like the pictures with those beautiful leaves sure be somehow connected with each other. That's why I decided to go for a total golden look with my favourite boots of the season - brown Zara high-heels. And since I'm hopeless at doing hair for myself (I can seriously do every hair-do for others but not myself) I asked my friend to prepare this baroque-inspired braid on my head. Do you like it? ;)


(ph. Kasia R., wearing: sh top, Zara shoes, DIY skirt)

10/12/2014

COFFEDISE - Take it Away

Kolejny artykuł z serii COFFEDISE (dla niewtajemniczonych - odwiedzam w nim różne miejsca serwujące kawę, przylepiam dłonie do przyjemnie gorących kubków, wącham najpiękniejszy aromat świata, a przy okazji zmuszam swoje szare komórki, do zapamiętania czegoś sensownego. Tak żebym miała o czym Wam opowiedzieć). Tym razem przedstawiam (werble!) Take it away.

Mały, skromnie urządzony lokal mieści się w centrum Białegostoku, więc jeszcze przed otwarciem przechodząc tamtędy codziennie zauważyłam zachęcający, kolorowy napis na szybie i z zaciekawieniem czekałam otwarcia. Sama idea jest tak prosta jak nazwa - śpiesząc się do pracy, szkoły, na uczelnię czy spotkanie, przechodzeń zamawia kawę na wynos i bez zbędnego marnotrawstwa czasu może udać się do swoich obowiązków. W ofercie znajdziemy też herbaty, wyciskane soki, gorącą czekoladę, ale też sałatki, ciabatty i kolorowe muffiny. Ja jestem fanką słodkiej, słabej kawy z dużą ilością mleka więc zazwyczaj wybieram tam latte z syropem ciasteczkowym (smakuje jak pierniczkowe latte ze Starbucksa!), a jesienną ciekawą alternatywą jest także syrop dyniowy.


Podobała mi się kameralność Take it away. Zamawiając zawsze mam bezpośredni kontakt z przyjemną obsługą. Po krótkiej rozmowie z właścicielem potwierdziły się moje przypuszczenia - kawiarnia powstała z pasji. Po pobycie w Londynie, założyciel tęskniąc za ulubionym miejscem, gdzie kupował kawę w Anglii postanowił stworzyć podobną placówkę w Białymstoku. Jak sam mówił, stawiają na jakość i niszowość produktów - kawę sprowadza jego znajomy z Włoch, a my możemy nabyć tam też niedostępne w Polsce napoje w butelkach i syropy. Ceny nie są wygórowane, ale dostępne mamy też różne promocje - kupony na dużą kawę za 5 zł (jest na prawdę DUŻA!) lub zbieranie pieczątek za każdorazowy zakup.




Take it away - Białystok, ul. Lipowa 25

10/10/2014

Started at the blog, ended in the books shop

Od długiego czasu ciekawią mnie społeczne tendencje, rozumiane szerzej niż tylko wzór kratki modny jesienią za sprawą konkretnego pokazu. Przyczyny, dla których wybieramy poszczególne filmy, słuchamy takiej a nie innej muzyki... Ostatnio nie sposób nie zauważyć mody wśród blogerów na.. wydawanie książek. Pamietam, że od dziecka marzyłam, ze kiedyś moją powieść będzie można kupić w ksiegarni i jakaś osoba trafi na nią przez przypadek na wyprzedaży, kupi za kiesoznkowe i spędzi całą noc w swiecie stworzonym przeze mnie za pomocą słów napisanych na maszynie do pisania (żeby było bardziej poetycko).

Nie ma czemu się dziwić. Książki to kolejny etap rozwoju osoby medialnej. Przecież od dawna osoby znane z telewizji, żony prezydentów czy celebryci pisali książki. Gwarantowało to wydawnictwom sprzedaż ze względu na pewną grupę odbiorców zainteresowanych samym autorem. W przypadku blogerów dochodzi jeszcze jeden aspekt. Czytelnicy ich stron poniekąd darzą ich (nas?) zaufaniem, więc z chęcią dokonają zakupu książki. 

I tak mamy na rynku porady Kominka "Jak zarobić na blogu", skarbnicę przepisów autorki "Moich wypieków", propozycję Michała Kędziory z Mr. Vintage "Rzeczowo o modzie męskiej" odnoszącą duże sukcesy, kilka książek Niekrytego Krytyka, autora najpopularniejszego kanału na polskim YouTube. Niedawno do sieci trafiły informacje o mającej ukazać się książce Magdy Kanoniak - autorki pierwszego w Polsce vloga modowego "Radzka", podobnie Karolina Gliniecka "Charlize Mystery", nawet moi ulubieni Lekko Stronniczy a.k.a. Włodek Markowicz i Karol Paciorek wydają książkę! Możliwe że przyszło to do nas zza granicy - publikowały już przecież takie osoby jak Chiarra Ferragni, Scott Schuman, autor najbardziej znanego bloga street style - The Startorialist, Leandra, założycielka The Man Repeller, podobnie jak uwielbiani w Anglii vlogerzy - Zoe Sugg, Alfie Deyes i inni. Początkowa każda pozycja napawała mnie radością, dumą, że z Internetu można wypracować sobie drogę na księgarniane półki. Ale w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać... czy aby nie za dużo tego? Czy teraz każdy po kolei stanie się pisarzem? Bo przecież obserwujemy zjawisko, kiedy każda dziewczyna staje się specjalistką od stylizacji, makijażu, mody,  czy social media. Trzeba przyznać wszystkim pozycjom, że zostały świetnie wypromowane i stworzone, podane klientom w interesujący sposób i sama z chęcią przeczytam te pozycje. A co Wy sądzicie?



pictures used in this post are not mine