7/21/2014

Socks stories

Jak rozpoznać Polaka na wakacjach? Po tym, że opala się w sandałach i skarpetach na plaży. Hehe.

Tym, jakże suchym wstępem rozpoczynam post, którym udowodnię swoją przynależność do narodu. Bo skarpetki noszone do butów zawsze mi się podobały. Może nie takie dosłownie zakładane przez panów w wieku średnim, posiadaczy mięśnia piwnego, ale raczej kobiety z klasą - do szpilek. Nie mogę się napatrzeć na zdjęcia streetsyle z ulic Londynu, gdzie dziewczyny ubrane w rozkloszowane spódnice midi i szpilki dorzucają do całości parę zwykłych, niewymagających skarpetek, które nadają całości takiego edgy charakteru (w tym momencie przeklinam ciągłe wplatanie anglicyzmów w moje wypowiedzi; czasami po polsku po prostu brakuje mi słów). Poniżej 5 faktów (z przymrużeniem oka) odnośnie skarpetek w sandałach.
  1. Idąc ulicą, zawsze rzucisz się w oczy. ZAWSZE. Widzisz, nawet nie musisz inwestować w najbardziej odblaskowe adidasy albo tatuaże na rękach. Ze skarpetkami z Auchan zostaniesz ulicznym hipsterem roku.
  2. Jest po prostu wygodnie. Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię tego uczucia, kiedy stopa klei mi się do buta, a po kilku chwilach sandałki są wypełnione piachem. Prawie tak dokuczliwe, jak komary wieczorem. I macie pewność, że żadne wredne owady was nie zjedzą (piszę to ze spuchniętą stopą bo zetknięciu z bliżej nieokreśloną, latającą istotą)
  3. Najlepiej pasują do spódnic midi i mini, a maxi i tak nie lubię, więc wszystkie znajdujące się w mojej szafie spokojnie przejdą.
  4. Jedyne o czym nie powinno się zapominać, to o tym, żeby buty były zamknięte z przodu - jak popełniać faux pas, to przynajmniej z klasą. A świecenie odkrytymi, wystającymi palcami w skarpetach w letnich sandałach z paskiem jest zdecydowanie klasy pozbawione.
  5. I nareszcie część którą najbardziej lubię praktykować - można się samemu z siebie pośmiać. Bo do mody trzeba podchodzić z przymrużeniem oka (przynajmniej tej noszonej przez nas samych). Do dzieła! :)

How is it the easiest to spot a polish man on holidays? He always sunbathes wearing sandals and socks. Hehe. I know, I'm really bad at jokes.

So today I wanted to share with you a few thoughts about socks worn with sandals. Maybe I don't mean those middle-aged, plumpy men wearing them in summer, but I love the edgy touch they add to outfits with high heels. I love looking through street style looks from London or New York, where you can feel this teenage climate, and I see girls, wearing them all the time and looking so great. All in all, below there are 5 (of course, not to be treated seriously) facts about sandals & socks. Enjoy!
  1. When you're walking the street, you'll ALWAYS catch people's sights. You see, you don't even need to buy bright-coloured sneakers or get tatood to become The Hispter of The Year
  2. It is simply comfortable. I just hate the feeling of the sweat feet sticking up to the shoe, or the sand in the shoe. And you don't need to be afraid that some kind of a insect bites you (I'm writing it having my feet swollen for the third day, aughh)
  3. I matches perfectly to midi and mini skirts, and as lond as I don't really like maxis, it goes with my whole warderobe
  4. The only thing you can't forget about is not to wear them with open sandals - there's nothing worse than showing people your fingers in socks paired with elegant, summer high heels with only one strap
  5. And finally - you can have a reason to laugh at yourself. I do it all the time, cause in dressing up there have to be a bit of laugh, always :)






ph. Ania Dalidutko, weraing: H&M dress, Zara shoes, sh blazer

7/17/2014

HUSH magazine // I want a proper newspaper about polish fashion!

Do najczęstszych pytań, jakie mi zadajecie należy to o polskie czasopisma modowe. Odpowiedź większość z Was zna dobrze, HP nadal bardzo lubię, ale ELLE coraz częściej pozytywnie mnie zaskakuje. Nie o tym jednak dzisiaj, a raczej o żalu i zachwyceniu gazetą, która w moje ręce trafiła drogą przypadku. Poznajcie Hush Magazine.

Kiedy Ola z bloga Fashion PR Girl wrzuciła na swojego Facebook'a szybki konkurs, a w nim do wygrania kilka egzemplarzy papierowych wersji gazet dotyczących organizowanych w Warszawie w czerwcu targów, które zna każdy choć trochę śledzący rodzime marki , a mianowicie HUSH Warsaw, szybko napisałam kilka zdań na klawiaturze i kliknęłam 'opublikuj komentarz'. Właściwie robię już takie rzeczy machinalnie (i ten kto powiedział że Facebook to marnotrawstwo czasu niech zapamięta, że najlepsze ogłoszenia i promocje znajduję właśnie tam). Pytanie dotyczyło polskich marek streetowych, a moja odpowiedź była krótka i treściwa
 Najbardziej cienię Local Heroes i pracę Arety oraz Karoliny. Okej, może nie najbardziej, moja estetyka jest bliższa polskim projektantom takim jak Michał Szulc czy Tomaotomo, ale jak najbardziej podziwiam dziewczyny za pozytywne nastawienie do życia, kreowanie streetwearu na całym świecie, determinację, pomysł, niesamowitą historię jaką ze sobą niosą - że każdemu może sie udać. Świetnie też podążają za określonym stylem, zmieniając przy tym polską ulicę na trochę bardziej kolorową i zabawną - nie ma to jak wsiąść rano do autobusu i zobaczyć napis na czyjejś czapce 'bad hair day'. Indeed!
Na pewno słyszeliście o targach Hush Warsaw. Żałuję tego swojego lenia, który nie ma nigdy czasu wybrać się na tego typu wydarzenia do stolicy (przecież to niecałe trzy godziny drogi, w sam raz na obejrzenie filmu w Polskim Busie!), więc za eksperta w temacie tego wydarzenia się nie uważam, ale przeglądając zdjęcia i czytając artykuły o nim pluję sobie w brodę. Bo ubrań i akcesoriów trzeba dotknąć i zobaczyć na żywo, podejść do stoiska, poczuć atmosferę i wizję marki, bo są to absolutnie marki niszowe, w 100% polskie, bez żadnej produkcji w Chinach i sieciowych sklepów stacjonarnych rozsianych w każdej z brzegu galerii handlowej. A ja nadal patrzę na zdjęcia na Instagramie. 

Miało jednak być o magazynie. Dostępny za darmo na Brackiej, do mnie przyszedł dzięki wyżej wspomnianej Oli pocztą. Z uśmiechem rozpakowałam kopertę i włożyłam do torby, a w autobusie przeczytałam wszystko. Może uznacie mnie za dziwaka, ale z przyjemnością się do niego zabrałam przez.. papier. Tak, bo wydrukowany jest na szarym, zwyczajnym papierze, nie na lśniących i błyszczących kartkach jak inne modowe czasopisma. Tak, wiem, po okładce się książki nie ocenia, bla bla, ale ponoć pierwsze wrażenie pozostaje? Więc zostało, i to całkiem przyjemne, i pachnące biblioteką (jednoczę się ze wszystkimi wąchającymi książki, high5!)

Po przeczytaniu kilku zawartych tam artykułów westchnęłam tak głośno, na ile pozwalały mi na to autobusowe warunki. Bo chciałam więcej. I nadal chcę. Bo sama śledzę z wypiekami na twarzy zagraniczne pokazy, blogerki, dziennikarzy, tamtejsze nowinki które natychmiast zostają masowo wpakowane do naszych niepachnących tak przyjemnie gazet (ale kwestie zapachowe to już moja fanaberia, wybaczcie), jednak z chęcią poczytałabym o tym co się dzieje tutaj, u nas, na rodzimy rynku, na którym, cytując Katarzynę Zbrojkiewicz (być może znaną Wam z Efektów Ubocznych
Dzieje się dużo, a jeszcze więcej dopiero przed nami. Nowych marek przybywa chyba każdego dnia. Gdzieś powstają kolejne torby, w innym mieście rozpoczyna się projektowanie sukienek na miarę. (...) Zagraniczni znajomi, zamawiając unikatowe projekty niszowych marek, z obłędem w oczach pytają, jak to możliwe, że mamy tylu zdolnych projektantów. Jest pięknie! Tak widzę polską modę.
 Zdaję sobie sprawę, że temat ten może szybko zostać wyczerpany, ale zobaczcie, Harel jakoś sobie radzi. A określenie"jakoś" brzmi tutaj niczym jak obelga - pisze super i ją uwielbiam. Co do niej samej, też znalazła się w Hush Magazine z felietonem (za krótkim, głód na jej teksty zaspokajałam przez następne pół godziny na jej blogu). Było więc o panach, którzy mają trudności z ubieraniem się, z trafianiem w rzeczy do nich pasujące i o rozwojumęskiej mody, także wśród naszych projektantów. Teksty o stylu polskiej ulicy w PRL-u (a raczej jego braku), H&M Concious, Reebokach i przede wszystkim to, co jest samą istotą HUSH - przedstawienie młodych, polskich marek i nazwisk, które tworzą modę na coraz wyższym poziomie przeczytałam z przyjemnością, a strony internetowe tych poznanych przeze mnie twórców, wygooglowanych pośpiesznie, znacząco wypełniły mój pasek zakładek.
Dzieje się!

PS. Całość dostępna jest online tutaj :)
PS2. W kopercie znalazła też się absolutnie genialna mapa stacjonarnych siedzib polskich marek, chyba muszę wybrać się w jakiś HUSH-tour!

7/14/2014

Tell me what I want, what I really really want // Spicegirls!

Unfortunately, when the Spice Girls where the most powerful girl band in the world, and when all the teenagers wanted to look like them, and when juicy colours, sequins, platforms and crop tops were so IN I.. was born (*Mom why couldn't you just simply give me life few years earlier that I could sing 'Wannabe' in the kinder garten?! Or, or, or.. MOOOOM*). S yeah, basically I'm a 90s child who has never actually experienced the 90s vibe (as long as we can name being a 3-year-old-young-lady and smiling all the time 'experiencing'). But no one has to explain me the idea of crop tops. I was a little child and I remeber my mum mumbling in the car when we were going somewhere 'ouch, I would never ever let my child wear crop jacket in the winter, it is like killing the girl's health and bones and everything!' and I was like 'yeah, mum' and thinking how much I would love to wear that kind of top. But it was rather strange for a primary school girl to wear crop tops.

Now there is another huge crush on them, it has started like two years ago and I can literally see girls everywhere wearing crop tops, showing the whole world how free and young they are. And I would love to do the same if only I could feel not so timid, like showing my belly to everybody when there isn't anything to brag about (SORRY, I love ice cream, okay?!) (right, I work out a lot and I kinda stick to my healthy diet but still.. I'm totally not Anja Rubik, end of the story). 





ph. Ania Dalidutko, wearing: Zara shoes, sunglasses & sweater, outlet jeans + DIY

7/12/2014

Brazilian models for Vogue


Mundial dobiega końca, a wraz z nim emocje jemu towarzyszące. Będziecie oglądać finał? :)

Modelki w świecie mody to nie tylko wieszaki pozujące do zdjęć. Te odnoszące największe sukcesy stają się wyroczniami stylu, na swoich Twitterach bądź Instagramach pokazują swoje życie prywatne, podróże, przyjaźnią się też z wieloma osobami z branży, a nawet (tutaj za idealny przykład może posłużyć Anja Rubik x Giuseppe Zanotti) projektują linie butów, ubrań i kosmetyków (Miranda Kerr i jej organiczne produkty KORA). Ostatnio dużo czasu spędziłam oglądając filmiki na Youtube wyprodukowane przez Vogue. Bo świat mody przeżywa wszystkie wydarzenia ze świata, nawet te związane ze sportem (słyszeliście o piłce zaprojektowanej przez Paula Smitha z okazji obecnych zawodów w Brazylii?). Trafiłam na świetne video przedstawiające brazylijskie modelki Alessandrę Ambrosio, Isabelę Fontana, Adrianę Limę oraz Raquel Zimmermann krótko przedstawiające swój kraj, kulturę i to, czym piłka nożna jest w tym gorącym kraju Ameryki Południowej. Ja przed tym, jak zainteresowałam się modą i pisaniem byłam największą fanką futbolu i nie opuszczałam żadnego meczu FC Barcelony przez jakieś trzy lata, więc próby połączenia dwóch, tak bliskich mi branży zawsze przyjmuję z uśmiechem na ustach. Jak Wam się podoba? Cieszę się, że modelki reprezentują miejsce skąd pochodzą i z radością o tym opowiadają (nasza Ola Rudnicka też ostatnio uczyła polskiego w filmie dla magazynu i-D, obejrzyjcie koniecznie! :D )