9/16/2014

No time for sleep & vintage overall

I feel like the worst blogger in the world for not posting as often as I'd wish. But I don't want to caomplain or tell you the obvious fact that I have so many school duties I can't even sleep. Well, I actually barely sleep. Or not at all (Sleep is for the weak and I'm young kinda attitude to life, you know what I mean uless you're one of those having free time. I can't think of any day I had some free time. Does it even exist?). All in all, say hi to the days I'm taking pictures after whole day of classes, in the meantime, writing articles on the breaks and looking like death warmed up on the pictures. No. More. Complaints. 

I love clothes like the overalls I'm wearing on the pictures. Okay, maybe love sounds trivial. I completely and thoroughly enjoy wearing pieces like that. Better now? My friends thought it was pyjamas, an elderly man on the street whistled at me saying 'You're from Milano or what?!' and I knew it was it - it makes people feel something. Anything, even if they don't like it. What is more, it belonged to my mom when she was my age (I don't even want to know how old it is) and it means a world to me - the vision of myself looking like my mother, when the trends were diffrent, girls didn't shop at malls but they sewed themselves or bought clothes on a local market makes me excited. I've been loving the 90's vibes recently (plaid skirts and crop tops for life!) and this onesie fits perfectly for the occasion. I wore it for school with my beloved New Balances but then switched for a more evening look and paired it with my checked heels. What do you think? Do you like vinatage? 




(ph. Anna Dalidutko | wearing: vintage overalls, DeeZee shoes)

9/12/2014

Hat milady

Nie lubię sztampowego podejścia do podstaw garderoby - dla jednego rzeczywiście będą to czarne rurki, marynarka i klasyczna koszula, ale znam osoby, które nie obędą się bez wygodnych, sportowych butów, złotego zegarka, czy jednolitego swetra. Nie traktujcie więc rad w tanich magazynach o modzie dosłownie, a zastanówcie się, co rzeczywiście jest częścią Was samych. Ja jesienią nie mogę obejść się bez trencza - noszę go zarówno w wersji jak na zdjęciach, do botków, ale równie dobrze sprawdza się z jeansami i sneakersami. Ten ze zdjęć kupiłam na letnich wyprzedażach i sprawdza się świetnie - wykonany z lejącego materiału, z charakterystycznymi klapami i o mojej ulubionej długości midi to najlepiej wydane kilkadziesiąt złotych ostatnich miesięcy.

I don't like this typical approach to so-called 'must-haves', like tips that all of us need to have black skinny jeans or a white shirt in their closets. I personally have my own favourite pieces that kind of define myself, so don't ever treat those rules in the fashion magazines too seriously - I know diffrent people and instead of black high heels they for example opt for comfy trainers, or they don;t like shirts and prefer cashmere sweaters. We're different! This autumn I'm totally into typical beige trench coat I bought on a summer sale. It goes perfectly with any kind of outfit and I love the brytish touch it gives to my looks. 



(ph. Anna Dalidutko, wearing: H&M coat, Tk Maxx dress, Mohito hat, Zara shoes)

9/07/2014

You say normcore? I say it's too much

Czasami, gdy czytam jakieś modowe artykuły, łapię się za głowę. Jestem w stanie zrozumieć wszystkie 'hity sezonu', 'must haves' i tym podobne, dopuszczam do wiadomości informacje o bojach toczonych na salach sądowych o kolor podeszwy, nie szokują mnie sesje zdjęciowe w dżungli, ani pokazy mody w 3D. Ale jak już słyszę o hipsterach, którzy przeczą właściwej idei hipsterstwa, brakuje mi cierpliwości i zastanawiam się, kto to wymyślił. Dzisiaj porozmawiamy więc o normcorze.

Przyznajmy się przed sobą - każdy ma w sobie coś z hipstera. Kiedy we wczesnych latach gimnazjum gdzieś usłyszałam to pojęcie, przedstawione było jako ludzie ubierający się w stare, powyciągane ubrania, niezbyt zaprzyjaźnieni z mydłem i prysznicem. Nie wnikam w źródło, z którego korzystałam, wystarczyło, bym nie przywiązywała zbytniej uwagi do tego pojęcia. Z czasem coraz częściej buty uwielbiane przez moich rówieśników został określane 'hipsterskimi', potem drogie sygnowane bluzy, by w końcu wszystkie dodatki wyróżniające się w jakikolwiek sposób z tłumu doznały zaszczytu tegoż miana. Zdarza się, że i mnie ktoś tak nazywał - a bo lubię kawę ze Starbucksa, a bo ubieram się inaczej niż inni. Nie odbierałam tego słowa negatywnie, zapewne przez moje ogólne uwielbienie do wszelkiej różnorodności, udziwnionych przedmiotów i kreatywności.

Jak jednak widać, bycie odmiennym już się prawdziwym hipsterom znudziło, dziennikarze i redaktorzy zainteresowali się tematem i... powstał normcore. Krótko mówiąc, teraz najbardziej hipsterskie jest bycie zwyczajną, niewyróżniającą się jednostką, uznającą w swojej szafie jedynie proste jeansy, przyduże białe podkoszulki i New Blance'y (dlaczego moje ukochane buty zostały zakwalifikowane do tej, nazwijmy to, subkultury? Nadal zadaję sobie to pytanie). Jako wyznacznik stylu ma posłużyć nam Steve Jobs, nieżyjący już założyciel koncernu Apple, słynący ze swojego luźnego podejścia do ubioru i generalnej ignorancji w tej dziedzinie. Pewnie zastanawiacie się dlaczego piszę to pod zdjęciami wyjątkowo niereprezentatywnymi, ubrana w zwyczajne spodnie, sweter i trampki? Ostatnio zrobiło się na prawdę chłodno, większość dnia spędzałam w szkole i zawieszona pomiędzy stanem jesiennej grypy, a depresji, był to jedyny zestaw, który byłam w stanie po omacku wyciągnąć z szafy. Jednak nawet w takiej sytuacji nie dorównuję normcorom (nie wnikam w etymologię tego słowa, które przed sekundą sama wymyśliłam. Powiedzmy, że istnieje). Ciepły sweter jest we wzorki, banany rujnują jednolite plamy barwne, zieleń trampków trochę za bardzo się odróżnia. To jestem ja, w zwykły dzień, który zdarzy się raz na jakiś czas, w przerwie od ulubionych butów na obcasie, sukienek i naszyjników. Ale nie mogę pojąć, jak osoby, które niekoniecznie dobrze czują się w prostych rzeczach (ja odczuwam dziwny dyskomfort, więc zawsze, nawet tutaj, muszę dorzucić jakiś wzorzysty element) stylizują się na ignorantów... bo moda? Moda ma właśnie uczyć nas odnajdywania samych siebie w ubiorze, służyć za drogę komunikacji niewerbalnej, a nie stanowić ograniczenie. Nie dotyczy to oczywiście osób z natury określających się "minimalistami" - jakkolwiek ja duszę się zamknięta w ramach bieli, czerni i najprostszych krojem Tshirtów, lubię patrzeć na kobiety zawsze eleganckie, schludne i ubrane w sposób niewymuszony. Śmiałam się ostatnio do kolegi twierdzącego, że moda za nic go nie obchodzi i nie ma zamiaru marnować swojego czasu (który przecież można spożytkować uprawiając sport, czytając książki, grając w gry i robiąc inne, według niego, bardziej wartościowe rzeczy) (z czym absolutnie nie polemizuję - każdy interesuje się czymś innym i nie ma obowiązku śledzić modowych nowinek) na dobieranie ubrań. Żebyście zobaczyli jego minę, gdy na wpół dusząc się, na wpół śmiejąc do rozpuku poinformowałam go, że niedługo będzie należał do największych hipsterów, bo teraz upodobali oni sobie, podobną do niego, ignorancję! Bezcenne :)

Podsumowując: nie dajmy się zwariować. Ignorancja, minimalizm, czy stroje pełne cekinów i brokatu - musimy czuć się w tym komfortowo i nie zatracać samych siebie. Powinniśmy o tym pamiętać czytając kolejny artykuł w śliskiej gazecie drukowanej na utwardzonym papierze i opatrzonej w przerobione w Photoshopie zdjęcia.  



(ph. Ania Dalidutko, wearing: vintage jacket, sh sweater, Converse shoes, Zara pants, H&M bag)

9/03/2014

CHEAP MONDAY SS15 - poolside!

Jeśli myślimy o Tygodniach Mody, pokazach największych marek (to już ZA KILKA DNI! Ekscytacja poziom max) od razu przychodzi nam do głowy elegancki Paryż, ekstrawagancki Nowy Jork, deszczowy Londyn i szykowny Mediolan. Jednak w wielu innych miejscach na całym globie odbywają się regularnie Fashion Week'i, z roku na rok podwyższając poziom pokazów i organizacji. Nawet my doczekaliśmy się swojej edycji, która już od pięciu lat z powodzeniem odbywa się w Łodzi dwa razy do roku. Ostatnio miał miejsce Tydzień Mody w Sztokholmie, gdzie swoje kolekcje prezentowali m.in AltewaiSaome, Army of Me, BACK, Carin Wester, Valerie, Menckel i wiele innych. Szwedzi znani są ze swojej minimalistyki, blogerek (Ebba Zingmark, Kenza, czy Victoria Törnegren) i powszechnie uznanych H&M oraz (jednym z moich ulubionych) ACNE. Cheap Monday kojarzy pewnie ta część z Was zainteresowana młodzieżową modą, serwowaną w sieciówkowej wersji pokroju American Apparel, czy Forever21. Wszystko zaczęło się od małego second-handu, założonego przez Örjana Andersson w 2000 roku na przedmieściach Sztokholmu. Swój międzynarodowy zasięg Cheap Monday osiągnęło dzięki sprzedaży na, znanym wielu z nas, sklepie internetowym Weekday. Obecnie ich ubrania, sygnowane charakterystyczną czaszką możemy kupić także m.in w Urban Outfitters oraz domu hanlowym Barneys w Nowym Jorku. A nazwa Cheap Monday? Ponoć pierwszy sklep otwarty był jedynie w niedzielę! 

Wracając do samego Stockholm Fashion Week, jak tylko zobaczyłam zajawkę tego pokazu na Instagramie, czekałam na pełne video w sieci. Cheap Monday, jak wiele innych sieciówek (najlepszym przykładem jest chociażby H&M, który od jakiegoś czasu prezentuje limitowaną kolekcję Studio na FW w Paryżu, czy też Topshop, regularnie wystawiający kolekcje w Londynie) idzie z duchem czasu i prezentuje linię odzieżową na prestiżowym wydarzeniu, zapraszając gości... na basen! Kolorowe, hipsterskie ubrania nosili modele przechadzając się po białej terakocie, by na finale wskoczyć do basenu. Super pomysł!