2/05/2016

Deep V-neck

Kilka dni temu postanowiłam przerwać feryjną hibernację, zwaną także przygotowaniami maturalnymi, podczas której to przywykłam do funkcjonowania w dresach brata i piżamach 24/7, z wyjątkami na zajęcia w szkole. O tak, na te okazje szalałam do tego stopnia, że nawet zakładałam bluzy (z założenia przeznaczone do biegania) w kolorach tak optymistycznych, jak topniejąca breja zwana śniegiem za moim oknem. Na tę sesję w studio umawiałam się co najmniej pół roku, ale szczerze powiedziawszy, nie przepadam za projektami studyjnymi. Wydają mi się być sztuczne, a nawet nudne, wolę Wam pokazywać zdjęcia robione gdzieś na zewnątrz, skupiające się bardziej na stylizacji, niż na mojej twarzy. Jednak w obliczu mojej nienawiści do zimy (tak, wiem że się powtarzam) i poznania nowego fotografa (a ja poznawać ludzi uwielbiam, to już wiecie), zmusiłam się do opuszczenia domu i mojego, jakże wygodnego, łóżka.

Pierwszą część sesji poświęciłam mojemu najnowszemu nabytkowi, sukience, która jednoznacznie skojarzyła mi się z Kylie Jenner i jej słynnymi obcisłymi spódnicami i głębokimi dekoltami. Ja czułam się w niej jak najbardziej swobodnie, chociaż niestety, najbardziej nadaje się do zdjęć, mniej na imprezy. I jeszcze jedno - nie wiem jakim cudem, ale do tej sesji pomalowałam się sama, co uznaję za niemałe osiągnięcie w kontekście moich, raczej żałosnych, poczynań w tym temacie.

Niedługo opublikuję resztę zdjęć, a Wy dajcie znać jak Wam się podoba taka odmiana od tradycyjnie robionych przeze mnie sesji :)



Shesinside dress, Zara shoes
pics Kasia Znana

1/29/2016

Kardise x Sztaf

Wiecie co? Cieszę się, że daleko mi do "wielkiego świata". Cieszę się, że nie urodziłam się gdzieś w Nowym Jorku, że nie jestem bloggerką o przerażająco ogromnym zasięgu, która selektywnie wybiera tylko najbardziej napędzające jej hype spotkania i współprace. Bo bez przebywania w niszy, nigdy nie miałabym szansy zetknąć się z jej składowymi. A dzięki temu właśnie miałam okazję poznać Lucjusza. 

Dogadaliśmy się internetowo. Napisał do mnie, przedstawiając swój najnowszy projekt - kolaże, którymi zajmuje się od trzech lat, postanowił przenieść na ubrania i akcesoria. Niby pomysł nie innowacyjny, a rynek dość przesycony tego typu produktami, jednak same prace wydały mi się wyjątkowe. A że poznawanie młodych twórców, osób trudniących się każdego typu działalnością powiązaną z artyzmem to coś dla mnie bardzo fascynującego, tym bardziej jeśli pochodzą z mojego miasta, od razu się zgodziłam.
Chciałam zobaczyć, jak prace Lucjusza wyglądają w miejscu, gdzie przebywa najwięcej, więc, w sobotę rano (jako szalona maturalna imprezowiczka spędzająca typowy piątkowy wieczór z książką w łóżku), nawet nie pomyślawszy o tym, że normalni ludzie śpią dłużej niż do 9, zawitałam w jego mieszkaniu. 
-Hej. Kawy? - usłyszałam zaraz po wejściu. A że ja i kawa jesteśmy jak nierozłączni przyjaciele, szybko znalazłam się na kanapie, z kubkiem Napoju Bogów przeglądając małe dzieła sztuki, wychodzące w miarę regularnie spod scyzoryka i kleju Lucjusza.

Dlaczego artyzm? 
Z nudów. Coś trzeba robić w wolnym czasie (w tym momencie oboje się śmiejemy). Studia nie były niczym szczególnie interesującym. Kiedyś robił więcej zdjęć, kręcił filmy, zajmował się relacjami z wydarzeń kulturalnych (Dni Sztuki Współczesnej, Zubroffka, Halfway Festival). A kolaże? "Uzbierał mi się stos Przekrojów. Kiedyś kupowałem tę gazetę co tydzień. Któregoś razu, to było chyba pięćdziesięciolecie czasopisma, numer ukazał się w dużym formacie, takim A3. Zorganizowano konkurs na jubileuszową okładkę i wygrał ktoś z kolażem zrobionym metodą tradycyjną. Pomyślałem: fajne, spróbuję! W końcu i tak mam dużo materiałów, tyle tych gazet nazbierałem".

I tak, metodą prób i błędów, powstawały prace. Nikt go nigdy nie uczył. Zdarzały się publiczne wystawy, jak chociażby ta zorganizowana w białostockiej galerii r5. Poza tym, nie lubi się swoją działalnością chwalić. Kolaże stanowią intymny sposób na "wypluwanie siebie", jak sam to określał wielokrotnie Lucjusz. Jak ktoś zapyta, nie ma problemu, pokaże. Ale o znaczeniu mówi już niechętnie. "Ja nie chcę, żeby ludzie wiedzieli co mi siedzi w głowie. Miewam dziwne myśli i je właśnie przelewam na te wycinki i faktury". Bywają i takie proste, wpadające w oko kompozycje, jak chociażby baletnica z donutem, widniejąca na jego koszulkach i gadżetach. Stworzył podobnych wzorów kilka, znajomym się spodobało, poczytał trochę jak można dotrzeć z tym gdzieś dalej i tak od niedawna abstrakcyjne obrazki można nosić zarówno na obudowie telefonu, jak i bluzie. 
-Skończyłem to zarządzanie inżynierią produkcji i pomyślałem, hm, sprawdźmy, czy to nie jest tylko papierek, założę sklep. 

Co więcej, wiele prac powstaje obecnie na zlecenie, jak chociażby plakaty do filmów, czy spektakli (ostatni spektakl pt. Macbett teatru Papahema, do obejrzenia w Warszawie oraz Białymstoku). Ludzie zaczynają dowiadywać się o Lucku, a raczej może powinnam pisać, "SZTAF'ie" 
-Bo wiesz, ja często sobie żartuję ze przyjaciółmi, że robię taki, z angielska, stuff i spolszczam to fonetycznie do SZTAF
I pod tym pseudonimem można znaleźć jego prace w sieci, czy to na FB, Instagramie, czy stronie, na której sprzedaje rzeczy
-Jakoś tak nie lubię podpisywać się pod tym imieniem i nazwiskiem. Wolę ten pseudonim. Nie wiem z czego to wynika, po prostu lepiej, żeby kojarzyli moje  ze SZTAF'em. 
Śmiejemy się z oczywistych pytań, które cisną mi się na usta. Oczywiście, że chciałby żyć tylko z kolaży. Ale wszystko powoli. W ogóle Lucjusz żyje dniem dzisiejszym. Za dużo się przejmuje. Aha, i za dużo pali. W szczególności jak się przejmuje. Pracuje w korpo, testuje aplikacje. Klika jak na laborkach na studiach, wraca do mieszkania, ćwiczy, idzie spać na godzinę, wstaje i robi kolaże. Po prostu, żeby mieć na papier, klej, nożyczki, jakieś potrzeby. Ale nie ma rutyny, pytam czy ślęczenie nad wycinkami papieru ze skalpelem się nie nudzi.
-Nie. Czemu miałoby się nudzić?
No tak, to tak jakby komuś znudziło się oddychanie, karcę się w myślach.

Głośno zastanawiam się, czy nie łatwiej byłoby gdzieś w większym mieście, jak chociażby Warszawa. Dowiaduję się że nie, tam rynek jest wręcz przesycony, jest mnóstwo osób, zdaniem Lucjusza, lepszych od niego. Poza tym Warszawy nie lubi.
-Wiesz co Piłsudski powiedział o Polsce? Że jest jak obwarzanek. Wszystko co najlepsze znajduje się na Kresach, Gdańsk, Wrocław, Kraków, Lublin. A w środku to taka pustka.
Śmieję się. Ja tam lubię Warszawę.
Inspiracje? Ciężko stwierdzić. Surrealizm, zawsze lubił też pop-art, ale ten akurat jest prosty, czasami za prosty. Sny, imaginacje. 
-Ostatnio zauważyłem też, że mam jakąś fascynację głowami. O, i robię taką serię, jak karty, dwustronne kolaże z napisami (chyba jedne z moich ulubionych - K.). Będzie ich 55, jak talia kart. Ostatnie prace, na zlecenie Metra, jednego z białostockich klubów, opierają się na motywie kamienia. Serce jest z kamienia i jak materiał szlachetny, potrzebuje czasu, by stać się drogocenne. Tak jak węgiel, potrzebuje wielu lat żeby stać się diamentem.

Niektóre kolaże powstają też w formie cyfrowej. Czasami łatwiej jest znaleźć w sieci materiały, ale mi imponuje umiejętność takiej obróbki grafik. Sama nie wiedziałabym jak się za coś takiego zabrać.
-Normalnie. Po prostu szukasz i kombinujesz.

"Zawsze są negatywne opinie. To jest normalne. Po prostu się nimi nie przejmuję. Trzeba robić swoje, i tyle. Zawsze znajdą się ludzie, którym to będzie się podobać, a jak komuś się nie podoba, nie musi na to patrzeć."




Paradoksalnie najlepsze dla mnie w tej rozmowie było to, że kompletnie nie dotyczyła mody. A raczej tego, co mnie w niej najbardziej fascynuje - jak ubrania mogą być sposobem na pokazywanie swoich zainteresowań, materiałem nośnym dla dzieł sztuki. Wiem, że Lucjusz nie lubi komplementów. Nie ufa ludziom, którzy go chwalą, nigdy sam sobie na przyklaskuje, po prostu dalej robi to, co lubi. Ale myślę, że jakie coś jest, każdy widzi, a że chociaż ja generalnie ubrań z nadrukami unikam, jego Donut Dancer będzie w gronie moich ulubionych koszulek. 
Dzięki za rozmowę!

Sklep z rzeczami do kupienia | Fanpage | Instagram

PS. W video, które opublikowałam na YouTube widać, jak Lucjusz tworzy kolaż, który także można kupić na wyżej podanej stronie w formie bluzki oraz bluzy :)

1/23/2016

Winter wonderland

I know I propably look as somebody emotionally challenged in here, like, talking pictures in the snow without having coat on? Lol! But I just couldn't resist showing you the contrast my clothes made (this high-neck sweater tho *.*) whlist having the perfect all-white background made of Wet-Something-I-Hate a.k.a. snow. So, yeah, hope you guys like it ;)




(wearing: Banana Republic skirt, Zara shoes, H&M coat, sweater)