4/15/2014

white obsession

Ostatnio mówiłam Wam, że nie jestem zbyt wielką fanką czerni (tutaj), ale co z bielą? Przewija się ona na blogu aż nazbyt często, co jednoznacznie wskazuje na moją miłość do najczyściejszej z barw, szczególnie w wersji 'total look'. Ponoć sukienki są niewygodne, moim zdaniem jest odwrotnie - noszę je na zmianę ze spódnicami, we wszystkich możliwych krojach i wzorach, pewnie też dlatego, że lubię trzymać się zasady 'każdy dzień jest na tyle wyjątkowy, by zadbać o równie wyjątkowy ubiór'. Dobra, to zabrzmiało jak z dziennika porad dla pań 50+, dodam więc tylko, że zrosłam się ostatnio z okularami typu 'kocie oczy' i New Balance'ami (w wersji do sukienki wyglądają najlepiej!) i uciekam do czytania książek z listy 'Kiedyś się za Was zabiorę'! 

I told you last time that black isn't exacly my cup of tea, but what about white? I totally love this clear kinda shade, especially when we're talking about total looks. Dresses are my love and since a long time I would wear them every day, all the types and patterns, propably just because I find them both comfortable and classy. But when I have to stroll in town every day, running from bus to school, from school to extracurricular classes and then go home or meet my friends I often decide to leave my beloved high heels at home and just wear New Balance sneakers, which are like the comfiest shoes ever. I also became addicted to those cat-eye sunglasses, they add a glamour touch to my daily outfits. How do you like it?


ph. Anja, wearing: De Facto dress, sh sweater underneath, New Balance shoes, Monarri bag

4/10/2014

New in: ready for summer because I have perfect shoes!

Lato tuż tuż, a ja nie mogłam się powstrzymać, żeby pokazać mój najnowszy nabytek - buty, których mam zamiar nie zdejmować przez najbliższe miesiące! Przez całą zimę przeżywałam fascynację  butami Stelli McCartney, ale zdecydowałam się na nieco podobną, sandałową wersję. Jak Wam się podobają? :)

So here I am - ready for the summer season with my new white shoes! I love them and I just couldn't resist showing them to you immediately. White is one of my favourite colours ever and since I was really into Stella McCartney inspired boots for the whole winter I deided to go for a lighter summer version. How do you like them?

4/08/2014

Back in black

Nie lubię czerni. Nie lubię czerni. Napiszę może jeszcze raz, tak dla pewności że wszyscy dokładnie zrozumieli: NIE LUBIĘ CZERNI. Od zawsze Wam to powtarzam, i bynajmniej nie należę do osób, które swoje preferencje zmieniają z dnia na dzień. Rzadko zdarza mi się nosić czarne elementy (chyba że mowa tu o butach), a nie pamiętam żebym kiedykolwiek wcześniej ubrała się na czarno od stóp do głów. Na dowód dodam tylko, że z przyczyn czysto szkolnych (całkiem ciekawa praca domowa) zapytawszy przyjaciółkę o moje dziwactwa, jednym z pierwszych, które wymieniła było 'nie nosisz czarnych ubrań'. Tak prawda, jeśli czarne rurki potraktujemy jako coś oczywistego, próżno szukać u mnie czarnych części garderoby. Nie zrozumcie mnie źle, czerń jest zawsze elegancka i ponadczasowa, ale według mnie do wyjście dla nudziarzy bez polotu. Bo jak już zaczniesz nazywać siebie minimalistą, ciężko jest przestać ubierać się w ciemne barwy, proste koszulki i spodnie.. A ja tego nie chcę. Zazwyczaj więc unikam czarnego jak mogę.

Z tym płaszczem było inaczej. Chciałam prostego, długiego okrycia wierzchniego. Co najśmieszniejsze, znalazłam go w szafie mamy. Lekko za duży, wygląda idealnie jak chciałam - bez żadnych ozdobników, razem z najwygodniejszymi butami jakie miałam w życiu i które noszę tak często, że już są nieco znoszone, stanowi tzw. 'perfect match'! ;)

I don't like black. I hate black. I really really don't like black, if somebody haven't understood yet. Since the beginning of my blog I've been saying it and I'm not this kind of preson who changes her preferences quickly. I don't tend to wear black clothes very often (except simple skinny jeans and shoes). Don't get me wrong, I accept it when people treat it as classic and timeless but I think it is for bores. You know, it is so easy to cross the line between being classy and wearing simple tshirts and jeans all the time, isn't it? And being boring while dressing up it's like the worst thing that can happen to your style.

But it was diffrent with this coat. I wanted the long, baggy one and this one whas kinda perfect. Even more perfect it seemed when I found it in my mum's closet so I didn't even have to pay for it or think too much. I just wore it with the best shoes I've ever had (I actually am addicted to those and after few months they have the first sympthoms of being overused, but it is rather to be threated like an advantage!)



ph. Agnieszka, wearing: New Balance shoes, my bff's hat, H&M mum's coat

4/04/2014

Do you want to be you or an idol?

Oglądamy seriale, czytamy książki, przeglądamy plotkarskie portale... Ale w jakim celu? Ostatnio uświadomiłam sobie, że wszyscy poszukujemy wzorców do naśladowania (i mówię to jako osoba, która w podbramkowej sytuacji podświadomie powtarza w myślach "co zrobiłaby na moim miejscu Blair Waldorf?"). Zaczynało się niewinnie od Królewny Śnieżki i Kopciuszka, potem autorytetem stał się Tabaluga (oto Tabalugaaaaa), w podstawówce wszystkie chciałyśmy posiadać perukę i po szkole śpiewać niczym Hannah Montana. Byt każdego z wymienionych bohaterów wydawał się zachęcający z prostego względu - nieosiągalności. Miło jest popatrzeć na losy rozwydrzonej nastolatki albo poczytać jak Katniss Everdeen ratuje świat, czyż nie? Ostatnio coś pękło (nie przywiązujcie wagi do słowa 'ostatnio' - zapłon to ja mam mocno spowolniony i wszelkie wydarzenia adaptuję ze sporym opóźnieniem). Pojawiły się "Dziewczyny". Już nie przyglądamy się pięknej, ubranej w kreacje od projektantów Serenie Van der Woodsen, a prostej i niezbyt urodziwej Lenie Duhnam, jej bardzo zwyczajnemu (i przezabawnemu!) życiu w bardzo przeciętnym mieszkaniu i zamiast bycia świadkiem jej sukcesów, śledzimy niepowodzenia bohaterów (gwoli ścisłości - serialu nie oglądałam, ale zainteresowało mnie kilka, zahaczających o wątek psychologiczny artykułów na jego temat). Czy to znak, że mamy dość tej nieosiągalności i wolimy upajać się porażkami innych? Czy to w ogóle ma sens? W takim razie zamiast motywować się rano myślą "wstań, ubierz się ładnie i umaluj. Świat jest w twoich rękach, mówię to ja, Blair" powinnam pójść do sklepu z szlafroku po lody czekoladowe i spędzić w łóżku cały dzień, bo przecież tak postąpiłaby Lena?

We watch the TV Series, we read books and gossip websites but.. what for? Some time ago I came to the conclusion that we all want to find our own role models. And actually we're not searching for them among our family and best friends but in all those modern goods like Internet and the things I mentioned before (and I'm saying it as a person who before making a decision asks herself 'What would Blair Waldorf do?'). It started from Cinderella and Snow White, then it was all for Tabaluga (sorry, you may not know it but here's the link to the intro song taken from this cartoon, I used to trurly love it and wanted to become a dragon, haha!), in primary school all the girls wanted to own a wig and be a singer after classes like Hannah Montana. Lifes of all of these were alluring because of one thing - inaccessibility. It is so pleasant to watch spoiled, american teenager adventures or read about Katniss Everdeen saving the world, isn't it? But lately something's changed (don't pay attention to this 'lately' - I'm really bad at adapting new things and tendencies so I might have been the very last person who heard about it) - tere came 'Girls'. And we're not following the luxury and happy life anymore, we see on our screens a normal, not really fit girl, failing her life on many fields. No more Serena Van der Woodsen dreaming, Lena Duhnam is like all of us! (I need to mention I haven't watched the series but I was interested in several articles about it). But do we all want to BE like her? To actually behave like her, and instead of getting up early in the morning and telling ourselves 'I'm gonna make it, the world is my oyster' we would rather go in our pyjamas to the supermarket, buy some chocolate ice-cream and lounge in bed for the whole day, because Lena would do that? 

 A więc twierdzę, że nie. Wolę mierzyć wysoko, marzyć dużo, pracować ciężko. I wcale nie dlatego, by żyć na Manhattanie jako nowoczesna księżniczka, a na śniadanie pijać odtłuszczone latte ze Starbucksa. Nie w tym sens. Mam na myśli bardziej pielęgnowanie rzeczy pięknych, wartościowych, pozytywne nastawienie do życia. Owszem, bardzo cieszę się, że nie narzuca się nam jedynie obrazów idealnej, a zarazem odrealnionej rzeczywistości. Ale kiedy kolejnym razem zabraknie Wam motywacji, śmiało możecie sobie wmówić, że Kardise by się przemogła i to zrobiła (czuję się publicznie zobowiązana! ;) ).

Czy Blair założyłaby przyduży sweter z second handu, buty z wyprzedaży i okulary z outletu, i wyszła tak na miasto? Raczej nie. Ja nie jestem nią, i właściwie nie chcę być. Dowód macie na zdjęciach!


Don't get me wrong. I'm incredibly happy that something about this pressure of leading  a life of a modern Manhattan princess is over but I believe we should try to keep it positive, dream big, aim high and work till we success. Because in our life and we can't just sit and say that it is because we are just one of other billion girls in the world and we don't need to care about puselves, our bodies and relationships. So next time you loose you motivation you can tell youself that Kardise would do it (now I feel publicly obliged haha ;) ).

Would Blair wear a baggy, second-hand sweater, shoes bought on sales and outlet sunnies and go out from her apartament? I beg to differ. But I did! And you can see it on the pictures. Enjoy lovelies! xx

ph. Agnieszka, wearing: sh sweater, Guess shoes, Choies necklace