8/22/2014

Fashionable East Day 3 & 4 - the shows

Okej, więc sprawy mają się następująco (wiem, niezbyt elegancki sposób na rozpoczęcie tekstu): im więcej czasu mija, tym ciężej jest mi zabrać się, żeby napisać o wszystkim po kolei. Jestem największą fanką dodawania relacji na bieżąco, zaraz po danym wydarzenie, w tym momencie kiedy nasz umysł jest bezpośrednio zaaferowany daną sprawą/pokazem i możemy wszystko ocenić "na świeżo". Jednak niestety, jako że marna ze mnie profesjonalna blogerka (jakoś dziwnie to słowo brzmi, ale chyba, mimo wszystko, jestem twórcą strony internetowej... no dobra, blogerką) nie miałam czasu, żeby się za to poważnie zabrać, przemyśleć i opisać. Więc, nadchodzę! Przed nami kilka pokazów z trzeciego i ostatni, finałowy, z czwartego dnia Fashionable East Białystok.
Okay, so here is the thing. The more time passes, the harder I find it to write about everything. I'm the biggest fan of uploading posts daily and just after something happened - just to have my mind clear and simply still affected by the events that had happened. But since I'm not such a proffesional blogger I'd wish to be, and since I had no time/no power/no computer to upload and put myself together and WRITE it all, here I come! The review of the fashion shows which took place on the 3rd and the last, 4th day of Fashionable East event in Białystok. 


EWELINA LEWCZUK


Podobnie jak w czwartek przy P.Androsiuku, kiedy usłyszałam, że Ewelina Lewczuk pochodzi z Białegostoku, nie mogłam się doczekać. W końcu, wiecie, ktoś urodził się tu gdzie ja (!) (wow, Karolina, to u Was jest coś oprócz żubrów?!) i mogę teraz obejrzeć jego (ekhm, jej) prace na wybiegu. Wracając do samego pokazu - nie będę kłamać. To nie jest kolekcja, która zrobiła na mnie największe wrażenie i była szczególnie dopracowana. Szarości przeplatane z jasnym odcieniem błękitu dominowały na eleganckich, geometrycznie skrojonych bluzkach i marynarkach. Nie do końca rozumiem pomysł krótkich narzutek - pojawiły się na wybiegu jedynie dwie, kontrastując z późniejszymi odkrytymi ramionami. Zdecydowany plus za próby okiełznania tiulu (jeśli jesteście ze mną już jakiś czas bez wątpienia wiecie zarówno o mojej dziecięcej miłości do tego materiału, jak i o mojej Wiecznej Tiulówce z podstawówki, której godna następczyni pojawia się co jakiś czas w stylizacjach), nie zawsze jednak, jak dla mnie, udane (maxi wystająca spod długiej bluzki - gdzie to założyć? Na ślub, do pracy czy na grilla? Bo chyba średnio pasuje na każdą z tych okazji. Chyba że potraktujemy to jako inspirację z lookbooka, do popatrzenia). Zawsze doceniam wszelkie zabawy z transparentnymi wstawkami, szczególnie na grubym, eleganckim materiale (zdj. 1, 3, 5), więc i tutaj dodały odrobinę geometryczności i zarazem szyku. Trzymam kciuki za dalszy rozwój Eweliny!

So first thing first, I was (again) quite extited to see somebody's from Białystok show. It was all for Ewelina Lewczuk. Not going to lie, I haven't heard about her before. But as soon as I found out that she's my town-mate (haha, can I even call people from my town like that? LOL) I got some goose bumps on my skin and rushed from the bus stop to the place where the shows were taking place. Okay, so again, no lies - she got something. Of course it wasn't the collection that would change your point of view, give you inspiration for your daily basic or make you wanna giggle and dance and crawl on the floor (okay I actually should have written the reviews two weeks ago. It's getting worse and worse..) BUT it had some interesting parts. If you're following me you may know that I love tulle. I used to have this one pink tulle skirt in primary school and would wear it like for five years and then I got a new one (let's say, more mature one), beige tulle skirt which I'm still wearing, quite often, I would say. So coming back to the collection, first good point of the collection was, for sure, the amount of tulle (oh Gosh what am I doing with my blog this actually doesn't sound like a fashion review....). The whole idea of little grey overlays on the model's arms was quite interesting, but I feel like it was something taken out from the context. Collection is mostly based on grey and I appreciate she gave it a go instead, like many of deisgners, just focus on blacks. Okay, I've already pointed out that I like tulle and obviously you can do something interesting about this material, but in this case I think it was a fail when we think about how a woman looks in it - a maxi tulle skirt paired with an elegant blouse-kind-of-piece? Definetely not classy. I loved what the designer did about baby blue - it matches perfectly with greys and the midi skirt is a thing that every girl could wear no matter the age. Although the tailoring may not be satisfying (couldn't bare how some of the clothes didn't fit the models at all) I liked the cuts and the transparent fillings in the tops. 










ŁÓDŹ - ASP: Agnieszka Zarzycka, Milena Sobierajska i Sebastian Piotr Kozdój 

Na kolejną część czekałam z niecierpliwością. Zdaję sobie sprawę, że projektanci prezentujący swoje kolekcje liczą się z potrzebą faktycznej funkcjonalności proponowanych ubrań, ale ja lubię na wybiegu obserwować też ciekawe wizje, pomysły, inspiracje nie do końca do noszenia na co dzień. Miałam nadzieję, że to właśnie pokażą studenci naszego Łódzkiego ASP i nie zawiodłam się.

The next part was definetely something I wanted to see and was looking forward - the ASP Students' collections (which is a polish arts school based in Łódź). Don't get me wrong, I know that fashion is supposed to be worn and be comfortable and all that stuff, but I just can't stop thinking how much I do love haute couture collections and how excited I alwas am to watch some of the biggest world-known designers' ideas on the catwalk. Coming back to our little Białystok, I was thrilled to see what the students made up, simply because I know that many of people at this university are talented and doing something on a high level (meaning: no basics, no simple normcore outfits, just their own vision and creativity). We had three designers together: Agnieszka Zarzycka, Milena Sobierajska and Sebastian Piotr Kozdój. And each of them showed something diffrent but still fascinating.

Propozycje Agnieszki Zarzyckiej zostały zainspirowane kulturą Celtycką i wszystkie opierały się na ciężkich, grubych materiałach przywodzących na myśl niecywilizowane plemiona. Podobał mi się sposób w jaki łączyła materiały, odsłonięte brzuchy zestawiała z topornym obuwiem i masywnymi płaszczami, a modele i modelki nosili ciemny, wyrazisty makijaż.

First part was quite darkish and consisting of tough, fleshy materials - fluffy furs, inspired by Celitcs materials such as furs (again) worn on legs, heavy leather shoes and rough-looking coats. We had heavy, geometrical cuts, The music went on strongly, the models walked slowly and majesticly and I felt like in the modern jungle (hard to forget about all those mod-cons everywhere).


Jako druga swoją kolekcję zaprezentowała Milena Sobierajska. Skupiła się na bieli z holograficznymi elementami. Jej kobieta, a może powinnam nazwać ją "dziewczyną" to odważna, ceniąca sobie wygodę osoba, fanka jasnych trampek na platformie zestawianych z prześwitującymi shortami i spódnicami. Podobały mi się ciekawe elementy nadające całości wyrazu - białe podkolanówki, przeźroczysty kaptur w bluzie, warstwy i sztywny płaszcz. Zastanawia mnie jednak jakość niektórych, stylizowanych na poszarpane, materiałów. Polecam Wam również zobaczyć kampanię tej kolekcji.

The second designer was Milena Sobierajcka. She focused on white total looks with some holographic elements. Her woman, or should I say "girl" is adventurous, likes being comfortable and matching platform trainers with see-through shorts and skirts. I liked the details which complemented the whole outfits like under-knee socks, transparent hood, many layers or a stiff coat. However, I wonder about the quality of some ragged-styled pieces. Here you may see the photoshooting campaign of the collection. 

Ostatnią kolekcją studentów ASP była "Gloomy Sunday" Piotra Kozdoja. Sześć prezentowanych męskich sylwetek zostało przedstawionych przy akompaniamencie starodawnej, klimatycznej muzyki i filmu dyplomowego Piotra (do obejrzenia tutaj). Obecnie nadruki święcą swoje triumfy głównie w markach typowo streetwear'owych (bluzy z motywami hamburgera, lasu, zwierząt etc. chociażby w ofercie Aloha From Deer), ale pozostają też takie osobistości jak, uwielbiana przeze mnie, Mary Karantzou i jej kolorowe motywy na ubraniach. Piotr skupił się na barokowych printach, ubierając mężczyzn w, na pozór proste i najbardziej eleganckie zestawienie białej koszuli, marynarki i spodni z czarnymi oxfordkami, bawiąc się przy tym krojami (skrócona długość marynarki, zdj 5) i, co najbardziej widoczne, wspomnianymi wyżej wzorami.

Last but not least, we had Piotr Kozdój's 'Gloomy Sunday" collection mainly consisting of baroque-inspired prints. In the background there was deigner's movie which he prepared for his university as he has recenly graduated. These days prints are mostly popular among streetwear brans, like e.g. Aloha From Deer where we can buy sweatshirts with a huge hamburger, crazy cat or a forest. However, Piotr did something more than just put prints on sweatshirts - he showed an elegant, XVI-th century man, with his oxford shoes and white shirts. I'm in!


Malevich

Bartosz Malewicz, absolwent warszawskiej Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru, pochodzący z Białegostoku i odnoszący wiele sukcesów, był jednym z projektantów którzy najbardziej zapadli mi w pamięci. Spójna kolekcja zawierająca zarówno odważne i ponadczasowe propozycje dla kobiet, jak i wygodne stylizacje dla mężczyzn została oparta na neutralnych barwach. Ponadczasowa czerń ograna skórzanymi wstawkami, transparentnymi akcentami i zwracającymi uwagę krojami (kaptur ciągnący się przez całość bluzy na szóstej sylwetce - mistrz) zestawiona na wybiegu z luźnymi, beżowymi i szarymi płaszczami oraz geometrycznie formowanymi klasycznymi zestawami "marynarka + spódnica" nie wydaje się nudna. Co więcej, Malevich świetnie ubiera mężczyzn - chociaż prosty look składający się z zielonej parki, dresopodobnych spodni oraz luźnego T-shirtu może wydać się prosty do bólu i wręcz nieelegancki, a jednak modele wyglądają jak najbardziej stylowo i, przede wszystkim, młodzieżowo (bo czasami zdawać by się mogło, że brakuje na polskim wybiegu propozycji dla młodych mężczyzn, łaknących czegoś więcej niż garniturów przeznaczonych dla ich ojców). 







Agnieszka Iskierka

Nie lubię kategoryzowania, wrzucania wszystkich do jednego worka i traktowania tak samo. I tak myślę, że Agnieszki nie można wrzucić do worka z nikim, kto przestawiał swoje kolekcje na FE. Nie nazwałabym tego do końca pokazem mody, raczej klimatycznym show, zamkniętym w określonej, pin-upowej estetyce. Ciężko mówić tu o interpretacji głosu ulicy, widocznych trendach czy modzie wysokiej - przez kilkanaście minut mogliśmy obserwować radosne modelki, ubrane w wianki, podkolanówki, szpilki na platformach i kolorowe sukienki przechadzające się w rytm muzyki po wybiegu. Początkowo moja reakcja nie była przychylna. Bo czy to nie jest żart? Nie lubię jak ktoś żartuje z mody. Ale im więcej czasu mijało po pokazie (piszę to trzy tygodnie po, więc miałam czas na przemyślenia) doszłam do wniosku, że czemu nie? Karl Lagerfeld urządził centrum handlowe na wybiegu, Jeremy Scott zaprojektował kolekcję inspirowaną McDonaldem dla Moschino, więc, skoro zarówno dziewczyny czuły się w tych sukienkach dobrze, projektantka dała upust czemuś zgodnemu ze swoją estetyką i, z tego co zaobserwowałam, wiele kobiet-widzek też było zachwyconych (takie reakcje zawsze są dla mnie najciekawsze - ktoś nie śledzący do końca zagranicznych i polskich pokazów, nie przywiązujący uwagi do trendów, czy eksperymentów z sylwetkami ma świeży ogląd. Ubranie podoba mu się na takiej samej zasadzie, gdy robi zakupy w centrum handlowym. A przecież nie każda marka musi podchodzić do tematu poważnie - ważne, żeby klient był usatysfakcjonowany), to myślę, że na rynku jest miejsce dla Miss Spark (tak nazywa się marka Agnieszki Iskierki).














Ilona Ciolacu

Ilona, pochodząca z Rumunii, była jednym z zagranicznych gości na FE. Zapamiętałam ją z konferencji prasowej z projektantami jako pozytywną i uśmiechniętą osobę. W sieci nie wiele można dowiedzieć się na jej temat - dotarłam jedynie do informacji o zajętym drugim miejscu w międzynarodowym konkursie "European Fashion Award FASH 2011". Szkoda, bo chętnie przyjrzałabym się innym jej kolekcjom czy kampaniom - obejrzany pokaz skutecznie mnie do tego zachęcił. Chociaż nie wszystkie sylwetki były w moim odczuciu udane (różowa, świecąca satyna nigdy nie będzie wyglądała wyjściowo, zostawmy ją może na wyłączność czterech ścian naszych sypialni), to większość zdecydowanie ciekawiła. Motyw dziurkowania zarówno sukienek, jak kombinezonów i spódnic szczególnie zapadł mi w pamięci i wykonane w ten sposób ubrania wyglądały najlepiej ze wszystkich - ponadczasowo, odpowiednio dla osób w różnym wieku, o różnej sylwetce (rozkloszowana midi pasuje nie tylko dla modelek, if you know what I mean) i guście. Jakkolwiek różowa satyna nie była trafiona, to już łososiowy, lejący się materiał w czarne koty, z którego wykonano kombinezon i fartuchowatą sukienkę zdecydowanie mnie przekonał - być może niektórzy z Was wiedzą, że jestem fanką piżamo-podobnych ubrań noszonych na co dzień ze szpilkami. A jeśli już jesteśmy przy butach one też zwróciły moją uwagę - Ilona postawiła na wygodne, biało-czarne sandały na platformie, w które ubrane były wszystkie modelki. Brawo za pokazanie funkcjonalności i różnych sposobów na noszenie jednej pary obuwia!







Alicja Czarniecka

Kolejna Białostoczanka (wiem, dumna jestem!), kolejna uśmiechnięta i pozytywna osoba. Jak dowiedziałam się ze znalezionych artykułów, pracownia jej marki - SAX35TH ruszyła sześć lat temu w białostockich Fastach. Wcześniej odbyła długa drogę - skończyła Liceum Plastyczne w Supraślu, następnie Akademię Sztuk Pięknych zarówno w Warszawie, jak i w Łodzi, by w USA pracować u projektantki Barbary Bates, gdzie ubierała chociażby Oprah Winfrey, Whitney Huston czy Michelle Obamę. Jej ubrania nosi Joanna Horodyńska, zaprojektowała stroje na trasę koncertową Dody i mogłabym tak wymieniać dalej, ale o większości jej osiągnięć możecie przeczytać w sieci. 

W kolekcji SAX35TH znajdziemy eleganckie stylizacje dla dojrzałych, pewnych siebie kobiet. Wszystkie ubrania komplementują kobiecą sylwetkę - obszerny sweter przepasany jest grubym, połyskującym paskiem, odkryta, brokatowa sukienka przykryta luźną marynarką, a klasyczny, czarny kombinezon nigdy się nam nie znudzi. Większość z tych ubrań trafi do szykownych klientek - idealnie na wieczorne wyjścia lub do biura, gdzie obowiązuje dress code.  







AŚKA

Będę z Wami szczera - ten pokaz zapamiętałam najgorzej. Projektantka pochodzi z Francji (i to właściwie wszystko co o niej wiem), ale swoją kolekcją skutecznie zniechęciła mnie do dalszego poszukiwania informacji. Kontrastowe zestawienia gryzły się ze sobą, wyglądając przy tym jak losowo porwane kawałki materiału narzucone na modelki. W odbiorze mógł przeszkodzić też dość skomplikowany i długi układ modelek (który powodował liczne potknięcia i wpadki na wybiegu), ale sama kolekcja przypominała mi targ arabskich szali i sukien. Więcej nie mam do powiedzenia. 





Mariusz Przybylski

Mariusza zna większość z Was z Project Runway. Ja od dawna chciałam zobaczyć jego kolekcje na żywo. Nie zawiodłam się, ale też nie piałam z zachwytu. Pokaz rozpoczął się kolorowo i wzorzyście - total looki, zarówno damskie jak i męskie, w całości wykonane z kwiatowej tkaniny świetnie układały się na modelach i modelkach, co zapewniała grubość i jakość materiału oraz dbałe odszycie. W kolekcjach Przybylskiego zawsze najbardziej podobają mi się tłoczone, grube materiały, z której wykonane są komplety (crop top + spódnica midi oraz marynarka i spódnica mini z falbaną na dole), a także bluzy. Pomijając kwiatowe nadruki, reszta rzeczy wykonana została w ciemnych odcieniach. Trzeba przyznać kolekcji spójność, funkcjonalność (propozycje zarówno codzienne, jak i zdobione kryształkami Swarovskiego sukienki, czy kombinezony), a także jakość. 












Dawid Tomaszewski

Dawid Tomaszewski był gwiazdą całego Fashionable East - pracujący i projektujący od wielu lat w Niemczech, znany jest nie tylko w Polce, ale także i za granicą z ponadczasowej estetyki i wysokiej jakości materiałów. Jego pokaz był uwiecznieniem całej imprezy - odbył się jako jedyny w niedzielę, toteż wybieg został specjalnie ucharakteryzowany (czego nie można powiedzieć o jakimkolwiek innym pokazie). Szarości, piękne przeszycia, haftowane ozdoby, ciekawe detale i pasujące do siebie sylwetki stały się składową świetnego show, które bez fajerwerków, opóźnień czy sensacji zapisało się pozytywnie w mojej pamięci. Jeśli ulica miałaby być pozbawiona koloru, chciałabym, żeby zimą wyglądała właśnie jak na wybiegu Tomaszewskiego - z obfitymi płaszczami, futrami z mieniących się na szmaragdowo piór i tych bardziej typowych, czarnych. Bardzo podoba mi się funkcjonalność poszczególnych rzeczy - idealnie skrojony, mięsisty golf może stanowić inwestycję na lata, idealnie sprawdzającą się w mroźne dni, zarówno w zestawieniu ze spódnicą z wybiegu, jak i poszarpanymi jeansami z sieciówki. Dodatkowy plus należy się za fryzury - włosy modelek upięte w koki z warkoczy świetnie dopełniały całość. 








(pictures taken by Anja Dalidutko, Natalia Łowicka & Jakub Zalewski)