12/15/2014

I'm not ashamed

Kiedy myślę nad modą, nad całą tą otoczką zawsze mam w głowie zdjęcia z Vogue'a, stylowe kobiety, ciągłe dobieranie nowych zestawień i wysiłki, żeby osiągnąć zadawalający efekt (życiowe cele, nie ma co!). Ale zimą mam wrażenie, że eleganckie i reprezentatywne części garderoby schodzą na bok, ustepując miejsca wewnętrznej potrzebie  c z u c i a  się wygodnie i komfortowo, niczym we własnym domu przy mile parzącym kominku. Ciężko zaliczyć swetry do smart clothes, ale wystarczy nosić je ze szpilkami (bądź botkami na obcasie, szpilek nie polecam na śnieg) i ulubionymi boyfriendami, albo spódnicą midi i zachować to miłe ciepło na ciele. I, co by o nich nie mówić, uwielbiam świąteczne wzory na swetrach (i wcale nie kojarzą mi się one z dziwnym ubraniem Marka Darcy'ego z Dziennika Bridget Jones, który skutecznie utwierdził główną bohaterkę w przekonaniu, że z takim mężczyzną nie warto nawiązywać znajomości. Widzicie, nie miała racji, swetry górą!) i mogłabym nosić je codziennie, aż do wigilii (albo i przez cały rok. Tak, jestem tym typem, który potrafi wyskoczyć w chłodniejszy, letni wieczór w bluzce w renifery. No co, do świąt już tylko pół roku!). A jakby co, do świąt już tylko tydzień, więc noście swetry do woli, malujcie usta na czerwono i cieszcie się zapachem pierników w kuchni. Do usłyszenia niebawem!

You know, when I'm thinking fashion I always try to be glamourous, be preppy, be me but also reinvent my looks, do some cohortions to attaim perfection (which is obviously in terms of outfits, haha, life goals, you name it). In winter, though, there is something about feeling more cosy, as if you were at your home by the mantelpiece. Dressing up like that gives me the ability to think clearly, be productive and simply confident about myself. Winter sweaters may be not the hot pick for the lovers of smart stylings, but in my opinion they are the ones that help us survive till spring. Seriously, I think I'd propably die without my favourite cardigans and angora sweatshirts. And you know what? I love Christmas through all my heart and will never be ashamed with my winter-ish prints (even in the middle of summer. Yeah, it happens. Quite often). Who cares? When you add some baggy boyfriend jeans, high-heeled boots and red lipstick then you may both feel great and look stylish. 
Have a pleasant week & yeah Christmas is comiiiiing!





ph. Flawless, wearing H&M shoes and sweater, New Look trousers

12/13/2014

Winter coats stories

I've always had tremendous issues with dressing up in winter. Yep, I'm definitely a summer girl and am unable to look stylish and feel warm at the same time. At least I'm trying to. So every year when snow and low temperature loom large on the horizon, I become so stressed out about the winter shopping, I never can find something acceptable both for me and my parents (who obviously need to pay for the stuff) and end up wearing sneakers and my mum's autumn (not very thick though) coat. I've literally visited every shop (as every year) and was on the edge of crying and shouting in the middle of the shopping centre, but fortunately I've found the shoes and the coat I love & feel cosy in (soon on the blog, stay updated!). I decided that maybe some of you are also looking for some winter coats since they literally ARE the look we're wearing during those frosty days. Tell me if you like my picks! I have to mention - I wanted to buy a baby blue oversize coat lat year and also this season but I can't find the perfect one - it's either too big, made of a low quality material or far too expensive. Any hints?
1. Zara / 2. Bershka / 3. H&M

So I love the coats in the shape of the first one but I haven't bought mine yet. And there's nothing better than pastels on the coats! These were in all the fashion shows, simply making our grey reality more colourful and happier.
1. Nelly.com / 2. Zara / 3. Mango

If you don't really wanna go for pastels I advise you to give beiges a go. I'm a huge carmel lover this season (not only as a syrup in my coffe hehe), both on the faux furs and oversize, blanket coats.
1. Reserved / 2. Bershka

Last but not least, here you have the option for those who prefer more sporty style. I love this kind of sheepskin coat (first one) but since I have some weird feeling for 90s aesthetics (which started last summer) I would also like to war a denim coat from time to time.

Tell me if you like any of them and what you like wearing in winter!

12/11/2014

I'm opting for beige

Oprócz tego że na zdjęciach wyglądam jak Terminator (albo inna filmowa kreatura, specjalistą od science fiction to ja nie jestem, więc jeśli wpadniecie na lepsze porównanie, dajcie znać), chciałam zwrócić Waszą uwagę na uwielbiany przeze mnie ostatnio beż. Albo nie, najpierw może nadmienię, że tego dnia udało nam się zrobić jakieś sześć zdjęć, bo bateria odmówiła współpracy a ja, nie wiedząc już czy wypada śmiać się czy płakać, wybrałam tą pierwszą opcję, przeżywając nerwowy atak śmiechu połączonego z frustracją. A wracając do zdjęć, dziwnie jest mi patrzeć na siebie w butach bez obcasów, ale oblodzone chodniki i autobusy przyjeżdżające w tak dziwnych porach, że już nie wiem czy są spóźnione, czy pojawiły się dobre dziesięć minut za wcześnie, skutecznie zniechęcają mnie do biegania w botkach. Co do kolorystyki, barwy zbliżone do odcienia mojej skóry i włosów wydają mi się przyjemniejsze od wszechogarniających szaro-burych kolorów, a zestawione z futrem (o którym pisałam niedawno) podobają mi się najbardziej. Okulary to z kolei dodatek podkradziony mojej koleżance (nie pytajcie czemu noszę je zimą, it's fashion babe) i chociaż właśnie przez nie wyglądam nieco zabawnie (Terminator mode: on) całość kojarzy mi się z mediolańskim fashion weekiem, może nieco z Anną Dello Russo. Ale na pewno motywuje mnie, żeby jednak wstać z łóżka i założyć coś innego niż piżama.
PS. Za 13 dni święta! ♥

---------------------------------------------

Despite the fact I'm actually looking like a Terminator or some diffrent movie creature one the pictures (I don't really like sci-fi so I'm not an expert), I wanted to talk a minute about one of the most easy, comfortable and, above all, stylish colours. Or not, first I have to mention that we managed to take only six pictures that day because of the low battery in the camera, which was quite frustrating but, combined with all the other failures and myself dressed up so strange, made me laugh. I sat and laughed and then cried and laughed and thought that I'm never going to experience a completely normal work, or success without being mad non-stop. But coming back to the planned part of the article - total looks are always in. And when you're opting for such a natural, effortless and similar-to-your-skin-tone shade it can't go wrong. I can't stop thinking how better my whole body looks when I'm wearing high heels, but to be honest - in winter I just C A N ' T. Blame it on slippery pavements and busses arriving to early. Browns are warm and look great with blonde hair like mine, but I wanted to pair it with something more edgy and glamorous. So the fake fur I wast talking about few days ago on the blog and the mirror sunglasses (totally inappropriate in winter, but man, it's fashion!) seemed like 'the pick'. Overall, quick photoshootings may sometimes cause in eye-catching content for you guys. I'm currently working and improving many stages of my life and trying to figure out as much news for the Kardise as possible, so stay updated!


(ph. Anna Dalidutko, wearing: Reserved pants, sh fur & sweater, Ryłko shoes)

12/08/2014

Good piece of adivice in Radzka's book

Nidy nie lubiłam poradników. I w sumie nadal nie lubię. Po prostu nie widzę sensu czyjejś ingerencji w moje życie, w mój styl, w to jak postrzegam świat, które miejsca mam zwiedzić bądź omijać szerokim łukiem, gdzie jadać, jak się malować i którego szamponu do włosów używać, żeby moje włosy wyglądały jak tej sphotoshopowanej pani na opakowaniu specyfiku. Ale są takie pozycje, które koniecznie chceciemy przeczytać, obejrzeć dane filmy lub przesłuchać konkretne, polecane playlisty. Żeby wyrobić sobie zdanie, może dowiedzieć się czegoś ciekawego albo odkryć nowe zamiłowanie. 

Może nie do końca tak to wyglądało przy książce, o której będę dzisiaj mówiła, ale system był podobny. Magdę miałam okazję poznać na tegorocznym Fashionable East. Jej filmowe poczynania w sieci śledziłam już od długiego czasu i robię to nadal, bo uważam że jest rzadkością wśród YouTube'owych twórców i rzeczywiście, mówi o modzie i tematach z tym związanych, emanuje energią i, co bardzo ważne w przypadku bloggerów i vloggerów - myślę,  że mogę jej zaufać. Wyraża swoje zdanie i dysponuje konkretną wiedzą, tak więc nie miałam wątpliwości, że do stworzenia swojej książki podejdzie z klasą i zaangażowaniem, a jak tylko się o niej dowiedziałam, zamówiłam w przedsprzedaży. Po małych turbulencjach (witajcie z moim świecie, czyli zaginiona przesyłka, dziwna sprawa ze sfałszowanym podpisem i inne zawirowania około-radzkowo-książkowe) w końcu do mnie dotarła. Obejrzałam wcześniej film dotyczący etapów powstawania poradnika i byłam przygotowana na to co zobaczę w środku. Nie myliłam się, książka to 100% Magdy, więc jeśli lubicie jej filmy to jest to wasze 'must read'.
Pierwszym plusem jest fakt, że czytając (chociażby wstęp) mamy wrażenie, jakbyśmy słyszeli trajkotającą Radzię, używa ona swoich ulubionych określeń (a te widoki!), o czym zresztą pisze w przedmowie. Nie próbowała udawać osoby zdystansowanej do czytelnika, wbrew przeciwnie, doradza niczym koleżanka przy kawie (a moim zdaniem jest to kluczowe w odbiorze tego typu lektur).

Bardzo podoba mi się również szata graficzna i cała oprawa wizualna. To odbieram jako bardzo duży sukces, gdyż książka jest wydawana w twardej oprawie na ładnym, lśniącym papieże i dokładnie jak mówiła autorka w przywoływanym filmie - mamy wrażenie, jakbyśmy trzymali w dłoniach album Tashena (a cena pozostała na prawdę  przystępna, jak to mówi Magda - trzy kawy w Starbucksa!).  Bo i takie jest zadanie tej książki. To nie jest żadna powieść, z którą spędzicie kilka długich, zimowych wieczorów. Ja przebrnęłam przez nią w jakieś dwie godziny, od razu jak tylko ją rozpakowałam.

Wrócę więc do początku, czyli do mojej antypatii w stosunku do wszelkiego rodzaju poradników. Uważam, że Magda, jako doświadczona personal shopperka jest w temacie bardzo obeznana, przeczytała wiele książek dotyczących kobiecych kształtów i pasjonuje się tym tematem, ale ja nigdy nie byłam specjalnie zainteresowana dobieraniem krojów konkretnie do sylwetki (chociaż niektóre triki warto stosować w codziennym życiu, sprawdzają się!). Tak więc meritum "Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!" (tylko ja nie potrafię przeczytać tego tytułu nie śpiewając jednocześnie skocznej melodyjki?) przejrzałam raczej machinalnie. Jest na pewno świetną bazą dla wszystkich, którzy mają problemy z kupowaniem ubrań i dodatków, co ważne - przykładami są autentyczne kobiety, a prezentowane na kartach książki ubrania pochodzą z faktycznego sklepu, dostępnego w Polsce. No i własnie, sklep. Fakt, sponsor do tego typu przedsięwzięć jest niezbędny, ale każda część garderoby została opatrzona, pod koniec  czytania przyprawiającym mnie już o pełne poirytowania westchnięcia, napisem skąd pochodzi (konkretnie spora platforma internetowa answear.com). Nie mam jednak tego za złe Radzi, pisane drobnym druczkiem podpisy można nauczyć się omijać, a jeśli miała być to karta przetargowa do możliwości zaprezentowania czytelnikowi konkretnych przykładów - lepszy rydz, niż nic (chociaż lepszym pomysłem byłoby zróżnicowanie sklepów, gdzie często znaleźlibyśmy, moim zdaniem, lepsze wizualizacje omawianych zagadnień, także w bardziej przystępnych cenach. Z drugiej strony pozostawia to czytelnikowi pole do popisu w samodzielnych zakupach, gdzie może wzorować się propozycjami z książki). 
Bardzo się cieszę, że oprócz typowo poradnikowej części nie zabrakło tego, co lubię najbardziej, czyli modowych ciekawostek i historii. Ta książka jest skierowana raczej do laików i ma przedstawiać w przystępny dla oka sposób podstawowe treści, tak więc historia mody opisana została na dziesięciu zaledwie stronach, ale za to całkiem rzetelnie i przystępnie. Ten, kto zainteresował się danym zagadnieniem spokojnie może sięgnąć po bardziej rozbudowaną pozycję (chociażby pokroju "Historii mody" Bouchera Francis,  na której zresztą opierała się Radzka w swoich tekstach). 

"Kolory" to drugi rozdział, gdzie Magda przedstawia własny pogląd na określanie typów karnacji (a właściwie je obala) i opisuje poszczególne barwy oraz ich znaczenie. W "ściądze" znajdują się klasyki - Ray-Ban'y, trencz Burberry, torebki LV, Chanel, czy Birkin, czerwone podeszwy Louboutina i moje ulubione New Balance'y. I tak jak pisałam wcześniej - to "tylko" i "aż" podstawa, która dla mnie nie była niczym odkrywczym, ale przeciętnej kobiecie, poszukującej prostych ubraniowych porad, przedstawi zarys modowego światka. 

Cenię w tej książce wyrobione zdanie Magdy na poszczególne tematy. W rozdziale "mity" nie boi się zaprzeczać powtarzanym przez wszystkich stwierdzeniom, jak np. "czerń wyszczupla", albo "niepasujący do mnie kolor", mówi o swoich niezbędnikach, dalej porusza temat dress code'u i, co bardzo mnie zaciekawiło (bo nigdy nie przybrałam się do jakiejś lektury temu poświęconej, czas nadrobić zaległości!) - materiałów, z jakich wykonywane są ubrania. Ostatnia część to krótki poradnik odnośnie zakupów on-line i mierzenia swojego ciała, bardzo przydatny wszystkim osobom niewychowanym w generacji komputerów (w tym momencie oczyma wyobraźni widzę moją mamę przeglądającą sklepy internetowe- zgrozo!) 

Podsumowując, myślę, że bazy są potrzebne, żeby budować fundamenty wiedzy i wyrabiać własne zdanie, a Radzka takiej podstawy nam dostarcza. W końcu, jakimi modowymi ignorantami byśmy nie byli, każdy ubrać się musi. A jak nie lubi nad tym myśleć, może posłużyć się chociażby tym poradnikiem. Książka jest uniwersalna, ilustracje czynią odbiór przyjemniejszym i zawsze warto do niej sięgnąć w razie wątpliwości dotyczących któregokolwiek z poruszanych tam tematów (jak np. przed zakupem swetra, gdybyśmy chcieli upewnić się, jaki wybór będzie dla nas najlepszy, zarówno pod względem kroju, jak i surowca z którego został wykonany). A Wy, czytaliście? Co sądzicie?

PS. Gratulacje i jestem dumna, że osoby zaczynające w Internecie ciągle odnoszą kolejne sukcesy. Można? Można!