11/01/2014

Livin' in my dino

Właściwie nie wiem co podkusiło mnie do zrobienia tych zdjęć.  Jakiś czas temu wymyśliłam sobie, że absolutnie niezbędnym do kontemplowania jesieni dodatkiem będzie domowy kombinezon, cieplejszy i praktyczniejszy od koca. Trafiłam na wieszaku na ten imitujący dinozaura, zmierzyłam dla żartu i skończyłam przy kasie.  

Jest to jedna z tych dziwacznych rzeczy, niekoniecznie ubrań,  które w jakiś pokręcony sposób mnie interesują. Początkowo chciałam zrobić sesję z udziałem Dinozaura (dla przyjaciół Dino) w jakimś markecie, ale sprzedawcy w Lidlu okazali się nieprzychylni (zero zrozumienia dla artyzmu!), skończyliśmy więc na dachu. Szybko wymyśliliśmy pretekst dlaczego biegam w centrum miasta przebrana za niebieskiego stwora (to ekstrawagancja nawet jak na mnie) - Halloween.  Nie, nie byłam tak ubrana minionego wieczoru (wolałam jednak czarną opcję z pobitymi oczami i czerwonymi ustami), ale kilka zdjęć się ostało, a ja z przyjemnością się z Wami nimi dzielę. Tym razem macie dużo uśmiechu i pozytywnej energii,  przyda się na te depresyjne wieczory :)

Honestly I have no idea what made me buy this dinosaur onesie. Well, I just came to the conclusion that an onesie would be a perfect piece to spend autumn in my room and when I saw this blue one I laughed so hard that I tried it on. And ended paying for it. Sometimes you just want to splash out  your money for somethig crazy and not necesserily stylish. Have fun you peolpe! :)

I had this whole vision for a photoshooting in a supermarket (you know, Chanel inspiration, that kinda thing) but apparently people working at Lidl don't get my artisitc vision. Well, they're gonna so regret it in future. My photographer and I ended up taking pictures on a roof and although we chose just few pictures to show you, I had so much fun taking those! Everyone were looking at me, smiling and asking what the hell I am doing. And I was just running, jumping and laughing. We told them it's connected with the upcoming Halloween feast (which was totally NOT true, but a perfect excuse!). And just in time you ate all the sweets you had picked yesterday's night I'm sharing with you my smile, blue costume, positive vibes and energy. Don't be depressed, Christmas is coming in two months! 

10/26/2014

A tribute to Alexander Wang

I bet you all are quite aware about the newest Alexander Wang's collection prepared exclusively for H&M. Right, we all buy things in H&M and even if we don't admit it - well, you must have something, even underwear or a lipstick labeled with those two letters. I'm usually super elated whenever a collab like this happens - actually it's because I'd love more & more people to get to know greatest names in the fashion industry, no matter if it's because they take part in some movies, TV commercials or launch books. And H&M i such a well-known and cheap brand that even my grandma or mum like it and - thanks to the highly developed PR - become aware of names like Karl Lagerfeld, Isabel Marant or, like this time, Alexander Wang. 

It you follow my blog or facebook for a while, you might have read already about my love-hate relationship with Wang. Love, because I can unhesitatingly claim he is one of the most powerful, successful and talented people around the world at his age. And hate (well, maybe it's a too strong word) simply because I'm not so much into straightly sporty stylings. However I have to point out I totally love some of his pieces and I'm not saying that he's always about sport, but still. 

And today I wanted to show you something very special. Of course I'm not wearing anything from the collection I was talking before (not even available in my town) buy the tracksuit.. for the first time in my entire life! Really, I've never even owned a pair and whenever I wanted to chill in my bed I would wear just a pair of leggings. But I've been so into breaking the rules recently and wearing my beloved high-heels with something sporty that I decided to borrow ones from my brother. And here I am, wearing a white, knitted turtle-neck (absolutely perfect for autumn and winter season!) with adidas panties and Guess heels. What do you think about it?



(ph. Ola Szymańska, wearing: Guess heels, Adidas pants, sh sweater, Zara backpack)

10/23/2014

Strolling in a sweater-looking blanket

Czy istnieje coś przyjemniejszego niż spędzanie wieczorów pod kocem? Nie wiem jak Wy, ale ja wśród swoich najlepszych przyjaciół wymieniam, zaraz obok Butów Ozdobnych (zdobiących półkę, rzecz jasna, nie moje nogi - so tumblr) i gorącej kawy, koc. Mam ich kilka, wszystkie zawsze niezłożone i dopełniające swojego żywotu na podłodze, każdy na inną okazję. Różowy z otworami na ręce świetnie sprawdza się przy odrabianiu prac domowych, dwa pozostałe wygrywają Najprzyjemniejszym Materiałem Świata i ich kolejka zależy od mojego nastroju (a jako nastrój nie rozumiem smutku i radości, raczej nastrój szarego koca i nastrój koca w żyrafy. No cóż, tylko dziwacy są coś warci). I chociaż zdarzyło mi się zawitać do spożywczaka w piżamie, a także robić wiele innych niemieszących się w żadnych ramach godnego społecznie postępowania, noszenie koca do szkoły sobie darowałam. Znalazłam całkiem kształtną alternatywę - sweter ze zdjęć. Kiedy tylko trafiłam na niego w second-handzie mój pisk wydobył się niekontrolowanie z nadmiernie napiętych w uśmiechu ust i pobiegłam do przymierzalni. Był idealnie gruby, ciepły, wielki i miękki. A metka z asosa tylko spotęgowała podekscytowanie - biorę! I tak jak w tytule posta - mogłabym nie nosić nic innego przez całe najbliższe pół roku. Tutaj wielkie swetrzysko zastąpiło mi sukienkę, przetestowany  był już też w roli niechlujnie przewiązanego w pasie Bliżej-Nieokreślonego-Fashion-Czegoś (nazwijmy to grunge'owym akcentem w talii), nakrycia głowy (bo kto normalny pofatyguje się, żeby rano wziąć z domu parasol), a sądząc po wielofunkcyjności sprawdziłby się i w roli spodni. Chciałoby się rzec, sweter-instrument. Ale grać raczej na nim nie będę, bez przesady. Wystarczy mi do szczęścia jako koc.

Is there anything more pleasant than spending evenings under the blanket? Seriously, among my best loved things, just near my Representative Shoes (being represented on the shelve, just to embelish my room, not my legs  o f   c o u r s e - oh so tumblr) and hot coffe there are blankets. I've got a few of them and, be it weird or insane, I use them in turns - the pink one with those special holes for the hands - when I'm doing my homework or writing, the other two depending on the mood (I'm not sad or happy - I'm in a grey blanket mood and giraffe blanket mood, just sayin'). They're always laying on the floor in disorder, making me feel more cosy whenever I pop into my room after a busy day in the town. Although it happens from time to time that I go to the local supermarket wearing pyjamas, I thought it would be too much to carry a blanket with me to school. Instead, I found this super cosy autumn sweater in the thrift shop and loved it so much I couldn't stop smiling and giggling and crying with happiness all afternoon. I actually used it already as a dress (on the pictures) but also as an umbrella, something tied in my waist (call it a grungy-vibe-attachement) and I'm quite sure I could also wear it as pants. Well, I may try one day. But for now I'm going to enjoy my cosy dates with the best Sweater ever.



(ph. Anna Dalidutko, wearing: Mohito hat, Zara shoes, sh sweater)

10/19/2014

Harper's Bazaar collections

Nigdy nie zapomnę tych podstawówkowych momentów,  kiedy czekając na jakieś zajęcia siadałam na podłodze w Empiku i, wcale niedyskretnie, czytałam Vogue. Może i rozumiałam z tego niewiele, może byłam dzieckiem zagubionym w wielkim świecie wyobraźni i od tego czasu przybyło mi nieco wiedzy i obycia, ale i tak gazety modowe zawsze mnie przyciągają i ciekawią.

Vogue'a nie kupuję ze względu na polski przelicznik cenowy. Uwielbiam natomiast gromadzić wydania z różnych krajów jako pamiątki - znajomi zamiast pocztówek przywożą mi czasopisma,  a ja z wielkim namaszczeniem przystępuję do lektury. Owszem, obecnie gazety te składają się z niezbyt ambitbych tekstów i głównie obrazków (aczkolwiek Harper's Bazaar zawsze zachwyca mnie konkretnymi artykułami odnoszącymi się nie tylko do mody samej w sobie, ale także do artyzmu rozumianego jako obrazy, filmy, muzyka, ciekawi twórcy). Jest jednak jedna seria Vogue'a którą warto byłoby mieć co pół roku. Vogue Collections to synteza każdego sezonu, gruba księga (o stosownie wysokiej liczbie dolarów, które musimy zapłacić by mieć go na półce) zawierająca sylwetki ze wszystkich pokazów na nadchodzący sezon. Jest to o tyle świetne,  że w jednym miejscu czytelnik widzi wszystko co lansowane i noszone będzie przez najbliższe pół roku. Jakkolwiek bardzo podoba mi się ten zamysł,  150 zł za gazetę zawsze skutecznie zachęcało mnie do samodzielnego przeglądania pokazów w sieci. Aż nasze rodzime HB wyszło z inicjatywą,  której na polskim rynku brakowało.

Harper's Bazaar to najczęściej polecany przeze mnie polski magazyn (zawsze tak Wam odpisuję na wiadomości,  aczkolwiek jeśli chodzi o sesje zdjęciowe to ELLE przoduje), także dlatego, że bardzo interesują mnie też tematy około-modowi-artystyczne a jak pisałam wyżej,  tam je zawsze znajdziemy. Kiedy zobaczyłam zapowiedź Harper's Bazaar Collections wiedziałam,  że będę zadowolona. Cena w porównaniu do zagranicznego Vogue to jak kopertówka z H&M i Chanelka - kilka razy mniejsza. A zawartość,  chociaż nie tak efektowna jak w przypadku Vogue (ważącego tyle ile spora cegła,  albo i dwie) jest dokładnie wyselekcjonowana. Nie są to jedynie zdjęcia z pokazów,  z których przeciętny czytelnik niewiele wywnioskuje, a zebrane ważniejsze nowości,  zestawione trendy, wydarzenia którymi żył modowy świat podczas Fashion Weeków, modelki, które szły w największej ilości pokazów, najlepsze makijaże, fryzury, premiery perfum, wywiady z fotografami, ludźmi bezpośrednio uczestniczącymi w FW, wreszcie najważniejsze - sylwetki z wybiegów z każdej z czterech stolic mody, a na koniec ujęcia streetstyle. Słowem, wszystko co najważniejsze przez najbliższy czas. Jeśli nie chcecie co miesiąc kupować czasopism, a ciekawią Was nowinki i trendy - to świetnie zsyntezowana i dobrze podana wiedza dla Was! :)