4/16/2015

Meeting a cat while pretending to be a smartie

Znacie mnie. Nie usiedzę jednego momentu w miejscu, zawsze znajduję sobie milion zajęć i notorycznie noszę białe ubrania, do tego stopnia, że nauczyłam się ich nie brudzić. Kombinezon kupiłam już z myślą o lecie, głównie ze względu na przypominające mi window check wzory na ramionach, lekko ignorując fakt, że czasami czuję się w nim jak dziecko w pampersie, wybaczcie porównanie. Na zdjęciach miałam okazję też poznać nowego przyjaciela, biało-czarnego towarzysza, który dzielnie pozował, podczas gdy ja miałam minę pt. "pięcioletnie dziecko w fabryce cukierków". No cóż, pyzą się rodzi.

You know me. I can't sit in one place, I always have too many tasks to complete and I constantly wear white clothes (which don't even get dirty on me so much). I bought that jumpsuit thinking about the summer already, mostly because of the patttern near the arms reminding me of the famous window check, slightly ignoring the fact that I sometimes feel like a toddler wearing a nappy in it. I also had a chance to meet a new friend while the photoshoot - the black&white cat who posed with me, or rather stole my role when I was having my '5-year-old-chil-in-a-sweets-factory' face. Well, I  guess I usually look like that so blame it on my baby face.






(ph. PARK, wearing: New Look jumpsuit, Zara shoes, sh jacket)

4/12/2015

Yellow background & flower child

W jakimś momencie wykształciłam w sobie awersję do kwiatów, tym bardziej jasnych i kolorowych - być może niektórzy pamiętają te zdjęcia, nadruki na sukience i topie, który pokazuję Wam dzisiaj są bardzo podobne. W pamięci zapadły mi pogardliwe przełomowe kwiaty na wiosnę z "Diabeł ubiera się u Prady" i tak jakoś mimowolnie odwieszałam coraz dalej wieszaki z niegdyś ulubionymi spódnicami. 

Może to sprawa słońca, które postawiło mnie ostatnio na nogi, może powracających w tym sezonie lat 70., które były przecież okresem hipisów i oprócz tak bardzo lansowanych na blogach frędzli i zamszu, to właśnie duże kwiatowe nadruki stanowią ich znak rozpoznawczy. Dodajcie do tego dzwony, białe proste adidasy i żółty domek jako tło - LA, Białystok, 2015, czy 1974?

-----------
There was a specific pint in my life when I developped a hating for flower prints, the more brighter ,the worse. Maybe some of you remember these pictures when I was wearing a flowery dress and I can't remember putting something like this again. Blame it on Flowers? For spring? Groundbreaking. said by Miranda Priestley a.k.a Anna Wintour in the Devil Wears Prada - I just have been putting flowery clothes aside for quite a long time. 

It's propably because of the sunshine and spring which officialy came to our town, or maybe because of the great comeback of 70's in fashion (which is not only suede and fringe, just sayin' y'all fashion bloggers out there hehe) I went for this flowery crop top few days ago. Add the bell-bottoms & classical white sneakers and my look is ready. Wondering if it's still my little city or LA.. okay, daydreaming ;)


(ph. Tomasz Baszeń, wearing: sh pants, Pimkie shoes, New Look top)

4/04/2015

Lost Dolce child

Przed przeczytaniem posta spójrz jeszcze raz na tytuł.
Okej, wiem, najprawdopodobniej moje blond włosy i przeraźliwie jasna cera jednoznacznie wskazują na fakt, że nie zostałam w szpitalu podmieniona, a przynajmniej nie z nikim spokrewnionym z moim ulubionym włoskim duetem projektantów. Jednak nie mogę nic poradzić, że za każdym razem kiedy oglądam ich pokaz łzy napływają mi do oczy i bezwolnie klikam watch again na ekranie monitora. Uwielbiam sposób w jaki prezentują kobiety - silne, tajemnicze, ostatnio także łącząc swoją filozofię z pochwałą macierzyństwa (słynne finałowe wyjście modelek z małymi dziećmi) i starości (rodzinna dolce vita w kampaniach).  Podczas obróbki zdjęć słuchałam tego soundtrack'u z filmu Allena Vicky Cristina Barcelona i chociaż zdaję sobie sprawę, że Hiszpania i Włochy to zupełnie inna kultura, melodia wpasowała się idealnie w klimat sesji. Złota koronkowa sukienka to moja idealna część garderoby, kiedy już znudzą mi się luźne i chłopięce kroje. Tak na chwilkę.

PS. Wesołych świąt Wielkanocnych, widzimy się objedzeni jajkami i mazurkami! :)

------------------

Before looking at the pictures - please read the title again.
You propably all know how big my inner love for Dolce&Gabbana is. I just can't help but cry and re-watch their shows again and again, staring the marvelous models looking so famine and empowering while rocking the catwalk in their embroidered pieces of art (preferably named also clothes). While editing the pictures I turned on this Vicky Cristina Barcelona soundtrack (yep, I know it's not Italian at all but somehow it matches the climate of the photoshoot perfectly). We may all wear boyfriend jeans and baggy tees and feel great but there's nothing adding you more self-esteem than a good, old, bodycon dress. I love crochet as much as I love gold, so it was the ideal match for me. Have a great Easter among your best ones! xx 






(wearing: gold crochet Sheinside dress, Zara shoes)